ROZDZIAŁ 4
_________________________________________________________________
Kolejny dzień był dla mnie troszkę męczący. Pierwsze jak wstałam, to zaczęła mnie boleć głowa. Czego uwierzcie mi nikt z was nie chciał być na moim miejscu.
Z drugiej strony, nikogo nie było w domu. Chłopaki pewnie gdzieś sobie poszli, a Lucy nie spała z nami bo poszła opiekować się maluchami... Właśnie muszę do niej iść, zobaczyć małą Sophie i małego Harr'ego. Z tego co pokazywała mi Lucy to są mega słodcy. Ale zaraz, nie wypada iść do nich z pustymi rękami.
Po drodze muszę zaczepić jakiś sklep z ciuszkami dla małych dzieci. Poszłam do kuchni w zamiarze napicia się soku arbuzowego, a w kuchni zastałam Luka i Caluma.
- Hejka, chłopaki co tam? - zapytałam podchodząc do lodówki.
- No hej, Maddie. W sumie to całkiem spoko. - Luke.
- A gdzie podziała się tamta trójka? - nalałam sobie soku i z kiwnęłam głową czy też chcą.
- Poprosimy. - Calum
- No więc, dowiem się gdzie mój głupi brat polazł? - sięgnęłam po jeszcze 2 szklanki do których nalałam soku i podałam je im.
- No więc, poszli na zakupy. - Luke
- I was nie wzieli? - zadałam pytanie unosząc pytająco brew. Zawsze lubiłam to robić. Każdy się przy tym peszył.
- No wiesz po tym jak wstawaliśmy o 6 rano czasami o 4 w nocy to trzeba było się wyspać, a po za tym to tam ci są przyzwyczajeni do wczesnego wstawania. Ja jakoś z Calem nie jesteśmy takimi rannymi ptaszkami, prawdasz Calum? - Luke
-Taa .. to było okropne, ale w końcu się porządnie wyspałem. - Calum jest taki przecudowny! Jego i Luka uśmiech jest powalający!.
- Tsaa .. Ja wstaje zazwyczaj coś przed drugą, czasami po trzeciej, a jak już sobie zabaluje to potrafię spać do godziny czwartej. - zachichotałam na samo moje wspomnienie.
- CO?! To nie fair!! My musimy popitalać jak takie dabile po 24h, a ty się opierniczasz w łóżku! Zdecydowanie znajdziemy ci pracę u nas i będziesz wstawać o tej godzinie co my! - zaśmiał się tym razem Luke, ale razem z Calumem dołączyliśmy się do tego.
Tak do godziny drugiej popołudniu spędziłam czas z Calem i Lukiem.
----
- Hej Lucy, mam nadzieje że nic dzisiaj nie robisz. - właśnie dzwoniłam do Lucy by upewnić się czy aby na pewno jest w domu.
- Tak, tak właśnie siedzę sama w domu i pilnuję Sofie i Hazzusia, wiesz Lili i tata pojechali na zakupy i no, możesz wpaść pójdziemy na spacer, pogadamy i w ogóle. I przy okazji zobaczysz maluchy. - Lucy
- Dobra, będę za jakieś 15 minut, no to do zoba! - nie zdążyła nic powiedzieć bo się rozłączyłam. Pobiegłam do swojego pokoju i przebrałam się. Założyłam czarne rurki z dziurami na kolanach, takich samych praktycznie jak chłopaki, o tego całe czarne wysokie converse, oraz biały luźny t-shirt. Swoje włosy wyprostowałam i pozostawiłam rozpuszczone, oczy zaś podkreśliłam czarnymi kreskami i rzęsy tuszem. Nie musiałam się malować, bo jak to moja mama i znajomi mówią. ,,Nie potrzebujesz nakładać na siebie 3 kilo tapety, bo bez tego jesteś ładna,, - szczere do bólu, nieprawdasz?
Gotowa zeszłam na dół, gdzie już ze zakupów przyszli chłopacy.
- Hej i na razię chłopak! - krzyknęłam i wyszłam z domu. Do samej Lucy miałam 10 minut drogi, 5 minut moje wyszykowanie się + do tego Staś i Zosia, no to będzie jakieś 20 min razem. Mi to tam pasi. No wiec weszlam do tego sklepu i pierwsze ci mi sie rzucilo w oczy to spioszki w samochodziki takie slodziutkie oraz rozowe w ksiezniczki. Bez zastanawiania sie wzielam je i to tego kupilam po bluzeczkach w sam raz dla nich z namisami ,,mam super siostre -->,, ,,mam super brata <--,, no woec teraz pospiesznie do Lucy bo biedaczka sama siedzi z dzieciakami.
---
- No narescie jestes, Maddie! - przytulilusmy sie na powitanie i buziak w policzej.
- Hej kochana, wiesz troche zeszlo mi na malych zakupach. - wskazalam na ciuszki dla malych.
- Maddie, wiesz dobrze ze nie musialas. Ale chodz do srodka bo zaraz moga sie obidzic. - weszlismy do srodka, na korytarzu w swoim miejscu zostawilam swoje trampki i poszlam za Lucy do malej Sopi i malego Harrego. Taak! Sophia dlatego ze mi i Lucy sie one podobalo i dlatego ze nasz idole ze zespolu ma dziewczyne Sophie, no i oczywiscie maly Harry. Lucy gdy o nim slyszy momentalnie wylancza sie i i tylko w centrum uwagi jest wtedy Harry, Harry, Harry. Szczeze mowiac to niektorzy zazdroszcza mi mojego nazwiska. Malik. Smialysmy sie z Lu ze Zayn Malik to moj maz. Taa .. Niewiem czemu ale cos mnie pociaga do mulatow oraz blondynow niebieskookich.
- Jejka! Jacy slodcy! - nie obeszlo sie od mojego pisniecia.
- Cii.. Oni spia! Nie chcemy zeby sie obudzili prawda? - no faktycznie w sumie to bedziemy miec troche czasu dla siebie.
''LUCY POV'S''
- No to opowiadaj jak tam pierwsza noc z samymi chłopakami w domu? - zachichotałam cicho.
- A okok, nie mogę powiedzieć na nich nic złego bo naprawdę miło się z nimi rozmawia. - Maddie
- Widzisz, nie potrzebnie tak na Josh'a naskakiwałaś. Po co ci to było? Myślałaś, że co tym sobie zrobisz? Pamiętaj te słowa które powiedział do ciebie Calum. - westchnęłam - Chcesz coś do picia? Kawę, herbatę, sok?
- Wiesz, możesz zrobić kawę. - Maddie. Wstawiłam wodę i do dwóch kubków, które wcześniej uszykowałam, wsypałam po półtorej łyżeczki kawy i zalałam wodą. Dziwię się że dzieciaki tak długo śpią, one potrafią spać tylko 15 minut, a teraz sobie troszeczkę pospały.
- I co, faktycznie Josh umówił się z Cassidy? - mój głos posmutniał. Nie wiem sama czemu o to zapytałam, ale ja jestem głupia!
- Wiesz... nie gadałam z nim, ale mówił to takim głosem jak by faktycznie. Nie smuć się Lucy! Zobaczysz jeszcze będziesz z moim bratem. O ho! Chyba dzieciaki się budzą. - poszłam do pokoju gdzie znajdowały się dzieciaki, a zaraz za mną przyszła Maddie.
- Jejku!!!! Oni sa naprawdę przecudowni!!! - Maddie
- Tsa.. Słuchaj to może pójdziemy z nimi na spacer? No wiesz nie miałam okazji z nimi iść się przejść.
- No i jeszcze się pytasz?! Pewnie że idziemy! - No więc przebraliśmy małą Sophie i małego Harry'ego, włożyliśmy ich do wózków, spakowałyśmy też do toreb butelki z mlekiem i poszłyśmy w stronę parku.
- Nie wiem czy ja dobrze widzę, ale tam stoją chłopaki i się teraz na nas patrzą. - Lucy
- Pff.. ja idę ze swoją córeczką na spacer. - Maddie założyła na nos swoje RayBany i szła przed siebie.
- Maddie no gdzie ty tak pędzisz?? Poczekaj za mną!! - Lucy
- Maddie?! Od kiedy ty masz dziecko?! - Josh
---
- No narescie jestes, Maddie! - przytulilusmy sie na powitanie i buziak w policzej.
- Hej kochana, wiesz troche zeszlo mi na malych zakupach. - wskazalam na ciuszki dla malych.
- Maddie, wiesz dobrze ze nie musialas. Ale chodz do srodka bo zaraz moga sie obidzic. - weszlismy do srodka, na korytarzu w swoim miejscu zostawilam swoje trampki i poszlam za Lucy do malej Sopi i malego Harrego. Taak! Sophia dlatego ze mi i Lucy sie one podobalo i dlatego ze nasz idole ze zespolu ma dziewczyne Sophie, no i oczywiscie maly Harry. Lucy gdy o nim slyszy momentalnie wylancza sie i i tylko w centrum uwagi jest wtedy Harry, Harry, Harry. Szczeze mowiac to niektorzy zazdroszcza mi mojego nazwiska. Malik. Smialysmy sie z Lu ze Zayn Malik to moj maz. Taa .. Niewiem czemu ale cos mnie pociaga do mulatow oraz blondynow niebieskookich.
- Jejka! Jacy slodcy! - nie obeszlo sie od mojego pisniecia.
- Cii.. Oni spia! Nie chcemy zeby sie obudzili prawda? - no faktycznie w sumie to bedziemy miec troche czasu dla siebie.
''LUCY POV'S''
- No to opowiadaj jak tam pierwsza noc z samymi chłopakami w domu? - zachichotałam cicho.
- A okok, nie mogę powiedzieć na nich nic złego bo naprawdę miło się z nimi rozmawia. - Maddie
- Widzisz, nie potrzebnie tak na Josh'a naskakiwałaś. Po co ci to było? Myślałaś, że co tym sobie zrobisz? Pamiętaj te słowa które powiedział do ciebie Calum. - westchnęłam - Chcesz coś do picia? Kawę, herbatę, sok?
- Wiesz, możesz zrobić kawę. - Maddie. Wstawiłam wodę i do dwóch kubków, które wcześniej uszykowałam, wsypałam po półtorej łyżeczki kawy i zalałam wodą. Dziwię się że dzieciaki tak długo śpią, one potrafią spać tylko 15 minut, a teraz sobie troszeczkę pospały.
- I co, faktycznie Josh umówił się z Cassidy? - mój głos posmutniał. Nie wiem sama czemu o to zapytałam, ale ja jestem głupia!
- Wiesz... nie gadałam z nim, ale mówił to takim głosem jak by faktycznie. Nie smuć się Lucy! Zobaczysz jeszcze będziesz z moim bratem. O ho! Chyba dzieciaki się budzą. - poszłam do pokoju gdzie znajdowały się dzieciaki, a zaraz za mną przyszła Maddie.
- Jejku!!!! Oni sa naprawdę przecudowni!!! - Maddie
- Tsa.. Słuchaj to może pójdziemy z nimi na spacer? No wiesz nie miałam okazji z nimi iść się przejść.
- No i jeszcze się pytasz?! Pewnie że idziemy! - No więc przebraliśmy małą Sophie i małego Harry'ego, włożyliśmy ich do wózków, spakowałyśmy też do toreb butelki z mlekiem i poszłyśmy w stronę parku.
- Nie wiem czy ja dobrze widzę, ale tam stoją chłopaki i się teraz na nas patrzą. - Lucy
- Pff.. ja idę ze swoją córeczką na spacer. - Maddie założyła na nos swoje RayBany i szła przed siebie.
- Maddie no gdzie ty tak pędzisz?? Poczekaj za mną!! - Lucy
- Maddie?! Od kiedy ty masz dziecko?! - Josh