czwartek, 23 lipca 2015

piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 11

- Myślałem.. i to poważnie myślałem... 
- A mogę wiedzieć o czym? 

- O nas.. 

Zaciekawiłeś mnie tą wypowiedzią Hood, sama nie wiedziałam co mam na to powiedzieć.. 
- Okay - powiedziałam sobie w myślach i położyłam się na plecach po czym zaczęłam wpatrywać się w sufit, wyjątkowo był teraz ciekawy. Siedzieliśmy tak długo w tej ciszy do puki, któreś z nas się nie odezwało, a tym niestety albo i nawet stety byłam ja. Nie wiem czemu tak od razu to palnęłam ale byłam z siebie bardzo dumna. 
- Ja też ostatnio dużo zastanawiałam się nad naszą przyjaźnią, cały czas siedzisz w moich myślach i nie wiadomo co z tym zrobić. - położyłam się na brzuchu, a moja twarz zatonęłam momentalnie w poduszce, po czym głośno w nią westchnęłam. Spojrzałam na Caluma, ten tylko się szczerzył nie wiadomo z czego.


Wstaliśmy razem z Calumem, mieliśmy w planach wybrać się na ,,randkę,, tylko ja się upierałam, że to nie żadna randka tylko wyjście z przyjacielem/przyjaciółką, ale cały czas się spieraliśmy. Chciałam, żeby Lucy i Josh poszli z nami, ale Cal mówił, że to jest coś specjalnego dla mnie. Ubrałam się w krótkie szorty, czarną koszulkę Caluma z nadrukiem "Green Day" rozczesałam włosy i wyszłam z pokoju. Nie byłam głodna, więc wyszłam sobie na taras gdzie zastałam Luka. 


- Heej Hemmo. - przywitałam się z nim "przyjacielskim całusem" i usiadłam koło niego na leżaku. - A ty co nie na śniadaniu. - Wzięłam od niego okulary słoneczne i założyłam sobie na nos, Luke tylko zachichotał na moje poczynania na co odpowiedziałam słodkim uśmiechem. 
- Czy ty przypadkiem czegoś ode mnie nie chcesz? - zaczął się do mnie szczerzyć z nie wiadomo jakiego powodu. 
- Nie po prostu cieszę się, że mam takich kochanych przyjaciół jak wy. - rozłożyłam się na leżaku w poczynaniu, że będę mogła się opalać czy coś, ale nagle nad sobą gdzie świeciło mi słońce, otrzymałam cień. Spojrzałam na osobę, która została sprawcą tego i ujrzałam pozostałą trójkę chłopaków, którzy szczerzyli się nie wiadomo z jakiegoś powodu. 

- Czy wy macie wszystkich w domu? - westchnęłam i popatrzyłam na chłopaków, którzy zaczęli skakać jak małe dzieci. - Czy mogę się dowiedzieć o co chodzi? - spojrzałam na nich uniesionymi brwiami, na co od każdego dostałam po całusie w policzek i już ich nie było. 
- Hej! Co się dzisiaj z wami wszystkimi dzieje? - krzyknęłam za nimi zrezygnowana i poszłam do swojego pokoju. Gdy się już w nim pojawiłam, zobaczyłam swojego brata, który zaczął pakować moje ubrania? 
- Josh? Co ty wyprawiasz?! - zapytałam i podeszłam do brata. 
- Wyjeżdżamy! - był wściekły i to jeszcze bardzo, mega mega wściekły. 
- Ale co się stało?! Mogę wiedzieć? - chciałam jak za wszelką cenę dowiedzieć się czegoś od Josh'a, ale tylko pomachał mi paszportem przed twarzą i wyszedł z pokoju. 


Czy ja się dzisiaj dowiem o co tu chodzi?!
Jedni się szczerzą jak jacyś idioci,

a jedni mają focha na cały świat i nie potrafią nic wytłumaczyć!
To się staję chore. 


Leżałam w pokoju i zastanawiałam się o co chodzi z Josh'em czemu się stał taki nagle oschły, niemiły, niestety nie przychodziły mi żadne pomysły. 
Nagle to mojego pokoju wparowała Lucy cała rozpłakana. 
- O cholera! -powiedziałam  sobie cicho w myślach i podeszłam do niej, na co ona przytuliła się do mnie i zaczęła jeszcze bardziej płakać. 
- Czy od ciebie dowiem się czegoś, czy będziesz taka jak Josh i mi nic nie powiesz? - na jego imię zareagowała jeszcze gorszym płaczem. - Czyli to przez tego idiotę.. - przytuliłam ją bardziej, gdy do pomieszczenia wszedł Irwin. 
- O człowieku! Przyszedłeś mi na zbawienie, zajmij się nią a ja muszę załatwić jedną sprawę z moimi braciszkiem. - Irwin wszedł w głąb pokoju i kiwną twierdząco głową, chwilę potem Lucy wypłakiwała się w jego ramię, a Ash pocieszał ją. 


A miało być tak pięknie!
Miały być to wspaniałe wakacje a jakie są?!
Jakieś dziwne. 



- Josh! Co to ma znaczyć?! - wrzasnęłam na niego wiem, że nie powinnam robić tego. Nie widziałam go od trzech lat, a teraz się z nim kłócę i kto wie do czego to doprowadzi? - Możesz powiedzieć co się stało z tobą i Lucy?! - nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. 
- Idź po walizkę, za 30 minut wylatujemy z tego miejsca. - warknął na mnie. 
- Nigdzie nie lecę, zostaję tutaj ze swoimi przyjaciółmi! - również na niego warknęłam, na co jego jego oczy pociemniały, aż za bardzo. - O choinka! Chyba może się to dla mnie źle skończyć. - moje myśli czasami mnie dołują i to strasznie. 
- Dobrze, ale nie myśl, że już mnie kiedyś zobaczysz! Żałuję, naprawdę, że poznałem cię z nimi! To się nigdy nie powinno stać! - krzyknął i dodał - Nie chce cię znać rozumiesz! Ciebie i tej twojej przyjaciółki! - wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami. Do moich oczu naleciały łzy. Nie wieżę.. właśnie mój brat powiedział, że nie chce mnie znać.. 

- Maddie? - Calum, teraz tylko on się liczy dla mnie, nie ważne, że znamy się zaledwie miesiąc. On, chłopaki i Lucy są teraz tylko i  wyłącznie najważniejsi. 
- Calum.. - podeszłam do chłopaka i pocałowałam go w usta.. - Powiedz, ze ty mnie nie zostawisz.. nigdy.. - chłopak na mnie spojrzał, ale za chwilę się otrząsnął i wiedział co się stało. - Obiecujesz? - spojrzałam w jego oczy i nie otrzymałam żadnej odpowiedzi, tylko jego miękkie, ciepłe i słodkie usta. 


Czyli można powiedzieć, że to była jego odpowiedź.



_________________________________


Serdecznie zapraszam na bloga o ASHTONIE i HEMMINGSIE

piątek, 21 listopada 2014

Rozdział 10


                                             Rozdział 10 
______________________________________________________


MADDIE POV'S

Obudziłam się w nie swoim pokoju. To znaczy wiedziałam że jesteśmy na wakacjach, w hotelu, ale mimo tego nie jestem w swoim pokoju gdzie powinnam być. Zaczęłam się rozglądać dookoła i teraz zobaczyłam, że koło mnie leży jakaś dziewczyna, na podłodze przytuleni do siebie Luke i Calum smacznie chrapią. Gdzieś tam kawałek dalej wygięty Ashton a na nim Michael. 
- Widzę że już się obudziłaś. - powiedział mi znajomy głos. Spojrzałam w lewo i zobaczyłam tam siedzącego na fotelu Jack'a z laptopem na kolanach. - A ten co tu robi? 
- A ty co tutaj robisz? I dlaczego wszyscy jesteśmy w jednym pokoju, a nie w swoich? - zapytałam oburzona, nie żeby coś ... no ale.. a z resztą.. 
- Sami tutaj przyszliście, nie moja wina.. a ty aż rzucałaś się w moje ramiona. -CO?! Ja?! 
- Ja?! Czy ty siebie słyszysz człowieku?! Chyba to ta lafirynda co leży z nami tutaj. - wskazałam na jakąś dziewczynę która leżała, oraz przebywała z nami w pokoju. 
- Dla twojej wiadomości Maddie, to jest moja dziewczyna. - powiedział i uśmiechnął się. 
- Ta blondi nie powinna z nami... czekaj, czekaj to twoja dziewczyna?! - zapytałam. - To po jaką cholerę kuźwa mnie całowałeś?! Co?! Nic tu po nas. Chłopaki wstajemy! To nie nasze miejsce. - podeszłam do każdego i ucałowałam każdego w policzek, na co Hood zareagował szybkim obudzeniem się. 
- CO się dzieje? - zapytał zdezorientowany Hoodie. - Ej! To nie mój pokój. - powiedział. - Kurna! Dlaczego leże przytulony do Hemmo?! - Szybko wstał, przez co Hemmings walnął głową o podłogę. 
- Ałłł... Cholera Calum, co cię wzięło?! - podeszłam do niego pomogłam mu wstać i ucałowałam bolące miejsce. 
- Do wesela się zagoi. - uśmiechnęłam się i dodałam - Wiesz, coś się pamięta z dzieciństwa jak to mama robiła.. - uśmiechnęłam się. - Dobra chłopaki idziemy z tond. Nie chcemy przeszkadzać Jack'owi i jego dziwce .. - wypchnęłam ich siłą z tego pokoju bo by tak czy tak nie wyszli. 
- Maddie... daj spokój, nam się chce spać.. - powiedział ledwo żywy Ashton, no tak impreza, alkohol, kac.. 
- Dobra idziecie do naszego pokoju.. tylko zaraz, zaraz.. - przystanęłam 
- Coś się stało Maddie? - zatroskana mina dała mi do zrozumienia, że jest naprawdę przesłodki. - Gdzie jest Josh i Lucy?
- Tsa.. oni są na pewno w najlepsze w spaniu, dalej idźmy już do tego cholernego pokoju.. chce się wyspać. - jęknął Ash. 
- A no tak idziemy już. - Złapałam Asha i Mikey'a za rękę i zaczęłam prowadzić do naszego pokoju. Nasze pokoje są 2 piętra wyżej więc, trzeba jechać windą. 



Mikey i Ash, tak jak przyszli położyli się na łóżku i zasnęli. Natomiast ja, Cal i Lukey siedzieliśmy na podłodze i myśleliśmy o nie wiadomo czym. Nie chciało mi się siedzieć w tym piekielnym pokoju, więc wyszłam zanim ktoś coś do mnie powiedział. 
Wyszłam na świeże powietrze, to jest to czego mi teraz brakowało. 
Jestem pod wrażeniem, że obudziłam się tak wcześnie. 
Jestem również ciekawa czy Josh i Lucy pamiętają coś z ostatniej nocy. 
Miejmy nadzieje że tak bo nie będę mówiła im tego co robili po kontach klubu.
Założyłam swoje.. znaczy no nie swoje tylko Caluma RayBan'y i szłam przed siebie. 
Miałam ochotę na plażę, ale sama nie pójdę przecież. 
Cały mój humor z rana gdzieś uciekł, a dlaczego? 
Bo panu Jack'owi zachciało się nas zawlec do swojego pokoju, i co on myśli sobie? Że ja tak do niego od razu wrócę? 


No przepraszam, ja już mam innego na oku.. 

Wróciłam do hotelu, dochodziła godzina.. nawet nie wiem bo nie miałam przy sobie telefonu, ale wiem że późna bo już jest ciemno. 
Nie czekając weszłam do hotelu, przywitałam się z recepcjonistką, na co sie uśmiechnęła i poszłam do swojego pokoju. 
Dużo myślałam nad tym co czuję to tych dwóch idiotów, ale nadal nic nie wiem.. 
Strasznie jest podjąć decyzje, nie wiem naprawdę co z tego będzie.. 
Moja mama często mi mówiła, żebym słuchała głosu serca, ale teraz jak go potrzebuję to się nie odzywa.. 
Dlaczego życie nieraz musi być takie trudne?!
Możecie mi powiedzieć? 

Weszłam do naszego pokoju i pierwsze co mi się rzuciło w oczy to to, że wszyscy się śmiali i bawili się bardzo dobrze bez mnie.. 
Trochę smutno zrobiło mi się z tego powodu.. 
Położyłam się na swoim łóżku, włączyłam w słuchawkach muzykę i kompletnie się wyłączyłam. 
Napotkałam się na dziwnych spojrzeniach moich przyjaciół i swojego brata. 
Westchnęłam cicho pod nosem i położyłam się.. 
Odpłynęłam w krainę błogiego snu. 

Obudziłam jakoś po pierwszej w nocy, nie mogłam spać. 
Chciałam wyjść z tego wszystkiego, nie wiem czemu sobie tak pomyślałam. 
Podniosłam się do pozycji siedzącej przetarłam oczy i dopiero teraz zorientowałam się, że koło mnie nie leży Luke, tylko Calum.. też nie spał, najwidoczniej nie mógł zasnąć. 
- Zły sen? - zapytał po czym położył się na bok żeby mnie lepiej widzieć.
- Nie.. tyko nie mogę spać. - uśmiechnęłam się do niego słabo po czym położyłam się z powrotem. Teraz zobaczyłam, że nie ma na sobie koszulki. 
- A ty czemu nie śpisz. - położyłam się tak samo jak on i wpatrywałam się w jego klatkę piersiową, zaciekawił mnie jego tatuaż MMXII. 


- Myślałem.. i to poważnie myślałem... 
- A mogę wiedzieć o czym? 

- O nas.. 

___________________________________________

Heeeej <3 
Przepraszam że przez 2 tygodznie nic nie dodałam ale brak weny na ten blog.. 
Nie wiem co się ze mną dzieje bo na Terrible mam wenę.. 
Może to dla tego że jest nowy?
N.w naprawdę nie wiem.. ale postaram się to nadrobić.. 

Obiecuję to wam. <3   

sobota, 1 listopada 2014

Rozdział 9


                  Rozdział 9
_____________________________________
LUKE POV'S
- A co tu się wyprawia?

Zapytałem gdy zobaczyłem jak wszyscy leżeli na podłodze i śmiali się w nieboglosy.
- Bo.. Maddie dostała z drzwi.. a potem z patelni.. - zaczął Ash ale nic nie zrozumiałem, ponieważ gdy mówił cały czas się śmiał.
- Nie rozumiem twojego toku myślenia. - Maddie wstała podeszła do mnie i mnie przytuliła, nie czekajac na oklaski zrobiłem to samo.
- Możecie mi wytłumaczyć to tu sie dzieję? Bo jak narazie z tego wszystkiego zrozumiałem co drzwi. - Zapytałem i czekałem wyczekajaco aż któreś z nich powie co sie stało.
- Oh, no spałam, wstałam podeszłam do drzwi, Calum je otworzył, chlopaki przyszli zaczęli sie śmiać, a mi sie przypomniało jak dostałam z patelni w twarz od Lucy i tak jakos wyszło. - Nie no nie powiem bo zacząłem się śmiać jak to usłyszałem.
- Idę się przejść, cały dzień siadziałem w tym hotelu, to teraz można iść sie przejść, prawda? - popatrzyłem na chłopaków pokiwali przecząco głowami. - A ty Maddie, idzesz czy zostajesz z tą bandą idiotów - zaczęliśmy się śmiać.
- Jasne, przyda mi sie trochę świeżego powietrza.
- No to choć. - Złapałem ją za rękę i wyszliśmy.



CALUM POV'S
Usiałem sobie wygodnie na kanapie, włączyłem telewizor. Przypomniało mi sie że dzisiaj lecą moje wybiegi. Nie mogę przegapić niczego. Wszyscy mi sie pytają jak jaj mogę takie coś oglądać.. no każdy lubi to co lubi. Ash na przykład lubi chodzić 2 razy w tygodniu na siłownię, Mike farbować sobie włosy i oglądać kucyki ponny, Luke tego człowieka nie da sie ogarnąć, raz ogląda jakieś romanse, zaraz po tym ryczy jak jakas baba, a po tym puszcza komedie albo horror i sie z tego śmieje (to się trzeba nazywać tylko i wyłącznie Luke Hemmings). Ja natomiast lubie oglądać wybiegi mody i dobrze mi z tym.
- Calum, dlaczego jeszcze nie przebrany?! Przeciez zaraz wychodzimy! - zaczął ponaglać mnie Josh.
- No chwila tak! Dajcie mi 5 minut. - powiedziałem i wszedłem do łazienki ze swoimi ciuchami.
- Tak tylko że to twoje 5 minu trwa juz wystarczająco długo! - Josh
- Co ty kurna, okres dostałeś czy co? Zachowujesz sie jak kobieta..  przpraszam nawet gorzej. - zasmiałem sie na co Josh odpowiedział mi kopnieciem w drzwi. Mieliśmy iść na jakąś tak zwaną ,,imprezę,, gdzie wszyscy w planach mają sie uchlać jak jakieś dekle, no ale co tam nie oszukujmy się.
- Dłużej nie mogłeś. - powiedział zły Josh.
- Oj no.. nasza kobitka sie zdenerwowała. - dostałem kopniaka.
- Oj no juz dobrze,dobrze tak tylko powiedziałem. - Podniosłem ręce w obronie.
- Lepiej już chodźmy, bo jak ma sie tu zalać krew to wolę już iść. - Josh.

- Wow, nie wiedziałem że posiadają tutaj taki klub pod nazwą ,,London,, ciekawe czy cos sie w nim dzieje a nie, jakieś nie wiadomo co. - Zasmiałem sie na swoją wymiankę zdań, przez co Maddie dołączyła do mnie. No właśnie jakaś taka nie obecna była przez całą drogę.
- Calum, ty juz się lepiej nie pdzywaj. Jesteś tak walniety jak paczka dropsów. - czy już wspominałem jak Irwin denerwuje ludzi? Bo jakoś sobie tego nie przypominam.
- Śmieszne, bardzo.. - zacząłem - Czego sie tak kielczysz, siano gdzieś widzisz czy koń w rodzinie? - Maddie przybiła mi piątkę.
- Calum.. - zaczął - brak mi człeku na ciebie słów..
- Ale co wy dzisiaj macie takie problemy? Zachowujecie sie jak banda choboćków. - Nie pytajcie sie co to znaczy bo i tak nie wiem, słyszałem to w programie iCarly spodobało mi się to no i tak zostało.



MADDIE POV'S
Nie wiem ile chlopaki juz wypili, i nie mama również pojęcia co Lucy w siebie wlała. Jest kompletnie piana, tak samo jak reszta.. No może z wyjatkiem jednej osoby. Byłabym bardzo wdzięczna jak jakaś osoba znajdująca się na tej sali była trzeźwa,
lecz to sie nigdy nie stanie prawda?
Siedziałam tak przy barze i piłam sobie sok pomarańczowy, przyglądałam się tańczącemu Josh'owi i Calumowi oraz Lucy która nieźle wywijała. Gdzieś tam migneła mi się jakaś dziewczyna z Ashtonem, Michael przebywający w towarzystwie jakiś dziewczyn, ale nigdzie nie ma Luka. Nie ma go, ale przecież z nami wychodził.. No trudno trzeba sobie jakoś temu zaradzić.
Siedzę tu już jakąś 2 godzine i czekam aż pojdziemy do hotelu, bo nie chce mi sie ty siedziec. Od tamtej pory wszyscy boją się podchodzić do baru... Dziwne?
Wpatrywałam sie w jakiś głupi punkt przed mna, była nią ściana. Odwruciłam się do baru by zamówić kolejny sok pomarańczowy i wtedy zauważyłam Luka, który siedział sam w koncie. Podeszłam do niego i na jego twarzy zawitał uśmiech.
- Co tak siedzisz sam? - Zapytałam i usiadłam koło niego.
- Nic tu po mnie, chciałem iść do hotelu, ale jak zauważyłem ciebie przy barze uwarzałem na ciebie. Nie chciałem żeby ktoś do ciebie sie dobierał albo no wiesz.. - powiedział oplutł mnie ramieniem i dodał - Chciałem ciebie ochronić przed niebezpieczeństwem.
-zdebialamłam nie wiedziałam o co mu chodzi.

środa, 29 października 2014

Zwiastun #1


Rozdział 8


                                       Rozdział 8
_________________________________________________________________


- Maddie możemy na słówko? 
Chce ci coś powiedzieć.


MADDIE POV'S
Gdy zobaczyłam z kim Josh idzie omal nie spadłam z krzesła. Jack.. nasz przyjaciel z dzieciństwa. Urwał nam się kontakt, gdy Joshua wyjechał do Australii. Przez jakiś czas bylo mi strasznię smutno, nie powiem nie bo jest naprawdę przystojny i w ogóle.. ale czy to co do niego czułam jeszcze gdzies tam w środku jest? Odeszlismy bardziej w ustronne miejsce, czyli na dwór.
- Tak... słucham cie. - Usiedlismy na ławce ktora stała pod wejsciem do restauracji.
- Dobrze wiesz że uwały sie nam kontakty.. - zaczął - Ale .. wiedz, ze to nie bylo żadne zauroczenię tylko naprawdę.. - miałam spuszczoną głowę nie chcialam na niego w tym momencie patrzyć. Jack podnisł moja twarz, ujął ją i mnie pocałował. - Wiem że to jest na 100% miłość do ciebię, a nie do innej osoby. - Nie wiedziałam co mam powiedzieć siedzialam jak ten słupek.. czułam jak moje policzki płonęły, całe zalane byly rumiencami. Co ja mam mu powiedziec? ,,-wybacz ale ja juz kocham kogos innego?,, no ja mu tak nie powiem.. będę sie potem źle z tym czuła.
- Jack.. - nie umialam dobrać słów do tego wszystkiego.
- Nic nie mów. - znów zlaczyl nasze usta, nie odpowiadałam na ten pocałunek, nie będę całować osoby na której mi nie zależy w najmniejszym procencie.
- Maddie? - uszlyszałam za moimi plecami głos Caluma, momentalnie obruciałam sie i widziałam jaką miał minę.
- Calum! - pobiegłam za chlopakiem, ale ten najwidoczniej nie chciał ze mną gadać po tym co widział. Do było dla niego jak i dla mnie za dużo.
- Maddie, coś sie stało? - zapytał z troską w glosie Jack.
- Tak, tak oczywiście.. Jeśli idzesz do naszego stolika to powiedz im, że źle sie czuję i poszlam do swojego pokoju. - Bez żadnych namysleń pobiegłam do pokoju w którym obecnie przebywał Calum. Chciałam wejść do pokoju, ale drzwi były zamknięte.
- Calum.. proszę cię otwórz te drzwi, chce ci wszystko to wytłumaczyć. - nic ni chuja! Zaczęłam pukać ale to nawet nie pomagało. - Calum.. otworz te drzwi! Proszę. - Dalej nic dobijałam sie stak jakieś 5 minut, aż sie w końcu zdeberwowałam.
- Calumie Thomasie Hoodzie! Jeżeli za 3 sekundy nie otworzysz tych walnietych drzwi, możesz mnie już nie zobaczyć. - czemu tego na samym początku nie zastosowałam? Jak błyskawicznie podziałało. Calum siedział na łóżku nie patrząc sie nawet na mnie. Usiadłam koło niego, położyłam swoją rękę na jego ramieniu ale zaraz ją zwalił.
- Calum.. - powoedziałam ściszonym głosem. - To nie jest tak jak sobie to wszystko widzisz.. - nie było mi dane dokończyć, ponieważ przerwał mi.
- Nie, wcalę co ja mam w ogóle sobie myśleć. - Prychnał złośliwie, nie lubie jak ktoś w taki sposób sie do mnie odnosi, ale jemu odpuszcze to.
- Cholera Calum! Chce cie powiedziec coś a ty mi przerywasz! - usiadłam tak by lepiej go widzieć. - Proszę cię zrozum.. to on mnie pocałował nie ja jego.. nie miałam takich zamiarów. - Powiedziałam
- Nie? A jakoś ci sie podobało. - teraz to poczułam sie urażona, moje oczy były zaszklonę ale powstrzymałam sie od łez.
- Wyznał mi to co go gnebiło przez najbliższe 2 lata. Wyznał mi swoją miłość do mnie.. - mówiłam to coraz bardziej łamiącym sie głosem. - Owszem, ja sie w nim kiedyś kochałam.. ale to było kiedyś. - Nie wytrzymałam tych wszystkich emocji i rozplakałam się. Dlaczego zawsze muszę być taka miękka? Calumowi najwyraźniej zrobiło się glupie, lub przykro albo oby dwa powody bo usiadł koło mnie i przytulił. W jego ramionach czułam się strasznie bezpieczna. Cal przysunał mnie bardziej do siebie przez co usiadłam na jego kolanach i teraz moczyłam jego koszulkę swoimi łzami.
- Przepraszam, nie powinienem tak wybuchać.. - wyszeptał i ucałował moje czoło.
- Nie Calum.. nie twoja wina i sie nie obwiniaj.. to jest tylko i wylacznie moja i nikogo wiecej.. - wychlapiłam w jego koszulkę, po czym wtuliłam sie bardziej w jego zagłębieniu między szyją a barkiem.
- Cii.. - zaczął nami lekko kołysać na boki, przez co moje powieki stawały sie co raz bardziej cięższe i cięższe.
- Jestem tym wszystkim zmeczona, Cal. - ułożyłam wygodnie głowę na jego ramieniu i zamknęłam swoje ociezałe powieki. Hood nic nie mówiąc położył mnie na łóżku po czym sam sie położył koło mnie i okrył nas szczelnię kocykiem. Jedyne jeszcze co z tego pamiętałam to, to że zasnelismy do siebie wtuleni.

****

Obudziłam sie jakoś wieczorem, nie wiem która godzina była ale wiem napewno że wieczór bo za oknem było już ciemno. Obejrzałam sie na miejsce obok mnie, było puste. Na mojej twarzy zawitał grymas, nie czekając na żadne oklaski wstałam z łóżka i powędrowałam w stronę drzwi, gdy chciałam złapać za klamkę drzwi otworzyły sie a ja dostałam z nich w głowę.
- Boże, Maddie żyjesz? - to tylko i wylacznie mogł być Calum, on mógłby takie coś zrobić... znaczy po Ashtonie też bym sie tego spodziewała.
- Ałaa.. - złapałam sie z bolacą głowę i zaczęłam się śmiać.
- Nic ci nie jest? Jezus nie chciałem ci tego zrobić! Naprawdę. - Zaczęłam cicho chichotać i spojrzałam na Caluma
- Spokojnie.. - w tym momencie do pokoju weszła załoga z którą Hood ma pokój.
- A co sie tu wyprawia? - zasmiał się Ash.
- No wiecie co, żeby tak na podłodze. -dodał Clifford na co ja sie też dołączyłam.
- No wiesz, Calum mnie zostawił samą w pokoju, ja chciałam wyjść i on wszedł sprzedał mi bombę z drzwi no i tak jakoś wyszło. - Chlopaki śmiali sie jak jakieś dzieci wypuszczonę z oddziału psychiatycznego. - Przypomniało mi się jak mi Lucy sprzedała gąga z patelni prosto w twarz. - Chłopaki zwijali sie już z bólu nie moli wytrzymać. - Sama opuchlizna trzymała jakieś 2 tygodnie, a co dopiero siniak. - Smialismy sie jak idioci i kolejna osoba weszla do pokoju
- A co tu sie wyprawia?

_________________________
Jestem z siebie dumna.. obym tak dalej pisała.
Ten rozdział pisałam na pół przytomna ale końcówka mi wyszła bo jak to pisałam to śmiałam sie. Ale no to ten tego..
DO NASTĘPNEGO! ;))

poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział 7/2


                                             Rozdział 7/2
______________________________________________________
Już mówię że rozdział jest do bani, bo jak miałam wenę to go nie dokończyłam! 
Głupia ja! xcc
Yyymm.. no tak rozdział ma błędy dalej bo został napisany na telefonie ;3 xcc

- Pff.. wszyscy przeciwko mnie, nie no świetnie foch! NIe odzywajcie się do mnie! Proszę mój bilet podać. - dostałam to czego chciałam i już byłam w drodze na odprawę kiedy ktoś złapał mnie za ramie tym moim ktosiem był... 
Był to Mike, który dotrzymał mi towarzystwa. Wiem że zawsze mogę na niego liczyć. 
- Heej, Mikey! - pomachałam do niego jak małe dziecko, chociaż stał nie całe czy kroki ode mnie. Czy już wam wspomniałam że znowu przefarbował sobie włosy? Ten nasz Mike! Teraz ma zielone. 
- No Heeeeej, Maddie. - przeciągną literkę ,,e,, - I co cieszysz się że lecisz na swoje wymarzone wakacje? A wiesz że będziesz miała pokój z Calem i Lukiem? Ale ze mnie idiota! Nie miałem tego mówić! Mike przestań gadać. - automatycznie zaśmiałam się na jego słowa, on i Ash mają strasznie poczucie humoru jak nikt. Śmieją się za pięciu. 
- Ooo.. A to nowość. - zaśmiałam się i sprzedałam mu kuksańca w ramię, na co zrobił grymas i złapał się za miejsce w które go walnęłam, udawał że go to bolało. - Oj no Michael, nie przesadzaj już tak. Choć już do samolotu. - 

Usiadłam sobie można by powiedzieć, że na końcu. Nie wiem co. Nie wiem kiedy, ale zasnęłam jeszcze przed wylotem z Londynu.. No może się porządnie wyśpię, w końcu to 5 godzin lotu. 

Czy ja umarłam czy co? 
Czuję się tak jakoś inaczej..
Maddie, jak ty mogłaś pomyśleć że umarłaś... To jest mój sen.. no tak! 
Teraz dopiero zauważyłam, że przed mną stoi domek.. nie za duży nie za mały domek. 
Widzę 2 dzieci biegających po ogrodzie, bawiące się w berka.. 
Świerze powietrze.. nie takie jak z miasta.. te wszystkie spaliny.. tylko woń tych wszystkich kwiatów..
Zapach drzew..
Oraz ten przecudowny widok.. 
A wszystko to jest moje i tylko moje.. 
Dzieci krzyczące wołają do mnie mamo.. 
(czy to ja w przyszłości tak?) 
Tylko mi czegoś brakuje.. 
Skoro są dzieci, ten piękny dom.. to ja chyba też.. a raczej muszę mieć męża.. 
Chodząc tak po tym ogrodzie, i rozmyślając na tym wszystkim, ktoś zakrył mi oczy.. 
Gdy się obróciłam zobacz.. 

- Maddie, obudź się.. - powiedział do mnie znany mi głos. Otworzyłam oczy ze złością w nich i popatrzyłam na mojego sprawcę który mnie wybudził z mojego najlepszego snu. 
- Calum! - wycedziłam przez zęby. - Ty idioto, właśnie miałam się dowiedzieć kto został moim mężem, a ty mi w tym wszystkim przeszkodziłeś! Jak mogłeś! Nie wiesz, że nie budzi się ludzi jak śpią czy co?! - powiedziałam i wyciągnęłam z mojej torebki mojego białego iphona, wzięłam słuchawki i włączyłam muzykę nie słuchając na poważania Caluma. Ale i tak się na niego nie można długo gniewać. 
- Przepraszam.. nie powinnam.. - popatrzyłam na niego i przytuliłam go. 
- Nie to ja nie powinienem, gdybym.. - nie dokończył bo mu przerwałam. 
- Nie to moja wina i koniec.. i właśnie będziemy zaraz lądować. - spojrzałam za okno i pierwsze co mi się rzuciło w oczy to tylko i wyłącznie te przepiękne widoki!. 
- Ahh.. jak tu cudownie.. - odarłam się wygodnie na fotelu i teraz tylko czekałam na to aż wylądujemy. Stewardessa powiedziała coś tam o zapięciu pasów itp. bla, bla, bla. Ja już chce wysiadać!

- Hej! Wy macie walizki, a gdzie są moje bagaże?! - byłam strasznie zła.. - Nigdzie do jasnej cholery nie ma moich walizek! Josh idź do obsługi bagażowej i powiedz że nie ma moich walizek! 
- Boże Maddie... to są twoje walizki i ty powinnaś iść sobie to załatwić, a nie ja za ciebie. - westchnął. - Dalej chodź idziemy. - ociągnął mnie i poszliśmy to tej całej obsługi. 

Coś czuję że to będą nie udane wakacje.. 

- A więc tak, Ja i Lucy mamy razem pokój, Ash, Mike i Calum razem, a niestety Maddie i Luke razem. - Gdy to usłyszałam na mojej twarzy automatycznie pojawił się uśmiech. - Luke.. - westchną i zabawnie się zaśmiał. - Tylko że po jakimś tygodniu, albo dwóch nie chce słyszeć że moja siostra jest w ciąży. - wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, ale ja chwilę potem myślałam w czym będę spała. - Proszę tu macie klucze wszyscy i widzimy się za 15 min w restauracji na dole. - dodał Joshua i razem z Lucy zniknęli za jednymi z drzwi hotelowych, ja nie patrząc na nikogo zrobiłam to samo. Gdy weszłam do tego pokoju rzuciło mi się w oczy to że nie mamy osobno łóżek, tylko razem. 

Gruba akcja i to bardzo.. 

JOSH POV'S

- No to jak wam się podoba na Hawajach? Co prawda jesteśmy tu niecałe pół godziny, ale dla mnie jest wspaniale. - powiedziałem i zajrzałem w menu restauracji, chciałem zjeść jakąś pizze, albo coś w tym stylu, ale Maddie mówi że mam się zdrowo odżywiać.. więc.. 
- Lucy co bierzemy? - wreszcie jesteśmy razem! Nie macie pojęcia jak czekałem na ten dzień! Jestem wręcz w niebo wzięty. 
- Mam ochotę zjeść krewetki, więc ja wezmę tygrysie krewetki. - uśmiechnęła się do mnie u ucałowała mój policzek. 
- Naprawdę? Krewetki.. ? No dobra. - spojrzałem na moją siostrę, która od naszego przyjazdu jest naburmuszona jak nie wiem co, tak to jest jak chciało się szybko być w samolocie. 
- Maddie, kochana uśmiechnij się. Nie ma się co martwić, kupisz sobie jakieś nowe ciuchy i po kłopocie, a jak już koniecznie czegoś potrzebujesz możesz pożyczyć coś od Lucy, prawda? - uśmiechnąłem się i popatrzyłem się w jej stronę, na co pokazała mi język i schowała się między Lukiem a Calumem. - Oj grabisz sobie Madison, grabisz. - zaśmiałem się poszedłem do toalety. 

Nie mogłem uwierzyć kogo tam zobaczyłem.. 

- Ja pierdziele! Jack! Co ty tu robisz? - Jack jest moim przyjacielem od piaskownicy, wiem też że Maddie się w nim kocha. 
- Josh.. Kiedy ja ciebie ostatni raz widziałem. - przywitaliśmy się przyjacielskim uściskiem, i wyszliśmy z toalety. - Jesteś sam? - zapytał gdy szliśmy w stronę naszego stolika gdzie siedzieliśmy. 
- Nie, jestem z przyjaciółmi, Maddie i Lucy, choć przedstawię Cię ich. 

- Jack?! Co ty tu robisz?! - Maddie i Lucy powiedział to równocześnie i momentalnie znalazły się przy Jack'u i przytulali się. 
- Was miło też widzieć dziewczyny. Nie wiecie jak za wami tęskniłem.. 

Oczywiście my za tobą też.. 

- Maddie? Możemy na chwilę na stronę? Muszę ci coś ważnego powiedzieć..   

__________________________________________________________

BEZNADZIEJA! UGHHH!!!
NIE WIEM CO TO MA BYĆ!
NIE UMIEM PISAĆ TYCH PIERWSZYCH ROZDZIAŁÓW PISAĆ!
NIE CHCE WAS NIEPOKOIĆ CZY COŚ W TYM STYLU, ALE
KOLEJNY ROZDZIAŁ, NAPRAWDĘ NIE WIEM KIEDY SIĘ POJAWI
GDYŻ, IŻ, PONIEWAŻ MOJA MAMA DOWIEDZIAŁA SIĘ TROCHĘ O MOICH
OCENACH I MUSZE PRZYSIĄŚĆ DO NAUKI.
NA CAŁE SZCZĘŚCIE JESZCZE JEST TELEFON.
MOGĄ BYĆ WTEDY KRÓTKIE ROZDZIAŁY< NO ALE BĘDĄ PRAWDA?
WIĘC DO NASTĘPNEGO! ;))

A WŁASNIE! JOSH'A GRA JC CAYLEN Z O2L








A JEGO PRZYJACIELA JACK'A GRA KIAN LAWLEY TEŻ Z O2L :))

Obserwatorzy

Orbitka Szablonovo