poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział 7/2


                                             Rozdział 7/2
______________________________________________________
Już mówię że rozdział jest do bani, bo jak miałam wenę to go nie dokończyłam! 
Głupia ja! xcc
Yyymm.. no tak rozdział ma błędy dalej bo został napisany na telefonie ;3 xcc

- Pff.. wszyscy przeciwko mnie, nie no świetnie foch! NIe odzywajcie się do mnie! Proszę mój bilet podać. - dostałam to czego chciałam i już byłam w drodze na odprawę kiedy ktoś złapał mnie za ramie tym moim ktosiem był... 
Był to Mike, który dotrzymał mi towarzystwa. Wiem że zawsze mogę na niego liczyć. 
- Heej, Mikey! - pomachałam do niego jak małe dziecko, chociaż stał nie całe czy kroki ode mnie. Czy już wam wspomniałam że znowu przefarbował sobie włosy? Ten nasz Mike! Teraz ma zielone. 
- No Heeeeej, Maddie. - przeciągną literkę ,,e,, - I co cieszysz się że lecisz na swoje wymarzone wakacje? A wiesz że będziesz miała pokój z Calem i Lukiem? Ale ze mnie idiota! Nie miałem tego mówić! Mike przestań gadać. - automatycznie zaśmiałam się na jego słowa, on i Ash mają strasznie poczucie humoru jak nikt. Śmieją się za pięciu. 
- Ooo.. A to nowość. - zaśmiałam się i sprzedałam mu kuksańca w ramię, na co zrobił grymas i złapał się za miejsce w które go walnęłam, udawał że go to bolało. - Oj no Michael, nie przesadzaj już tak. Choć już do samolotu. - 

Usiadłam sobie można by powiedzieć, że na końcu. Nie wiem co. Nie wiem kiedy, ale zasnęłam jeszcze przed wylotem z Londynu.. No może się porządnie wyśpię, w końcu to 5 godzin lotu. 

Czy ja umarłam czy co? 
Czuję się tak jakoś inaczej..
Maddie, jak ty mogłaś pomyśleć że umarłaś... To jest mój sen.. no tak! 
Teraz dopiero zauważyłam, że przed mną stoi domek.. nie za duży nie za mały domek. 
Widzę 2 dzieci biegających po ogrodzie, bawiące się w berka.. 
Świerze powietrze.. nie takie jak z miasta.. te wszystkie spaliny.. tylko woń tych wszystkich kwiatów..
Zapach drzew..
Oraz ten przecudowny widok.. 
A wszystko to jest moje i tylko moje.. 
Dzieci krzyczące wołają do mnie mamo.. 
(czy to ja w przyszłości tak?) 
Tylko mi czegoś brakuje.. 
Skoro są dzieci, ten piękny dom.. to ja chyba też.. a raczej muszę mieć męża.. 
Chodząc tak po tym ogrodzie, i rozmyślając na tym wszystkim, ktoś zakrył mi oczy.. 
Gdy się obróciłam zobacz.. 

- Maddie, obudź się.. - powiedział do mnie znany mi głos. Otworzyłam oczy ze złością w nich i popatrzyłam na mojego sprawcę który mnie wybudził z mojego najlepszego snu. 
- Calum! - wycedziłam przez zęby. - Ty idioto, właśnie miałam się dowiedzieć kto został moim mężem, a ty mi w tym wszystkim przeszkodziłeś! Jak mogłeś! Nie wiesz, że nie budzi się ludzi jak śpią czy co?! - powiedziałam i wyciągnęłam z mojej torebki mojego białego iphona, wzięłam słuchawki i włączyłam muzykę nie słuchając na poważania Caluma. Ale i tak się na niego nie można długo gniewać. 
- Przepraszam.. nie powinnam.. - popatrzyłam na niego i przytuliłam go. 
- Nie to ja nie powinienem, gdybym.. - nie dokończył bo mu przerwałam. 
- Nie to moja wina i koniec.. i właśnie będziemy zaraz lądować. - spojrzałam za okno i pierwsze co mi się rzuciło w oczy to tylko i wyłącznie te przepiękne widoki!. 
- Ahh.. jak tu cudownie.. - odarłam się wygodnie na fotelu i teraz tylko czekałam na to aż wylądujemy. Stewardessa powiedziała coś tam o zapięciu pasów itp. bla, bla, bla. Ja już chce wysiadać!

- Hej! Wy macie walizki, a gdzie są moje bagaże?! - byłam strasznie zła.. - Nigdzie do jasnej cholery nie ma moich walizek! Josh idź do obsługi bagażowej i powiedz że nie ma moich walizek! 
- Boże Maddie... to są twoje walizki i ty powinnaś iść sobie to załatwić, a nie ja za ciebie. - westchnął. - Dalej chodź idziemy. - ociągnął mnie i poszliśmy to tej całej obsługi. 

Coś czuję że to będą nie udane wakacje.. 

- A więc tak, Ja i Lucy mamy razem pokój, Ash, Mike i Calum razem, a niestety Maddie i Luke razem. - Gdy to usłyszałam na mojej twarzy automatycznie pojawił się uśmiech. - Luke.. - westchną i zabawnie się zaśmiał. - Tylko że po jakimś tygodniu, albo dwóch nie chce słyszeć że moja siostra jest w ciąży. - wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, ale ja chwilę potem myślałam w czym będę spała. - Proszę tu macie klucze wszyscy i widzimy się za 15 min w restauracji na dole. - dodał Joshua i razem z Lucy zniknęli za jednymi z drzwi hotelowych, ja nie patrząc na nikogo zrobiłam to samo. Gdy weszłam do tego pokoju rzuciło mi się w oczy to że nie mamy osobno łóżek, tylko razem. 

Gruba akcja i to bardzo.. 

JOSH POV'S

- No to jak wam się podoba na Hawajach? Co prawda jesteśmy tu niecałe pół godziny, ale dla mnie jest wspaniale. - powiedziałem i zajrzałem w menu restauracji, chciałem zjeść jakąś pizze, albo coś w tym stylu, ale Maddie mówi że mam się zdrowo odżywiać.. więc.. 
- Lucy co bierzemy? - wreszcie jesteśmy razem! Nie macie pojęcia jak czekałem na ten dzień! Jestem wręcz w niebo wzięty. 
- Mam ochotę zjeść krewetki, więc ja wezmę tygrysie krewetki. - uśmiechnęła się do mnie u ucałowała mój policzek. 
- Naprawdę? Krewetki.. ? No dobra. - spojrzałem na moją siostrę, która od naszego przyjazdu jest naburmuszona jak nie wiem co, tak to jest jak chciało się szybko być w samolocie. 
- Maddie, kochana uśmiechnij się. Nie ma się co martwić, kupisz sobie jakieś nowe ciuchy i po kłopocie, a jak już koniecznie czegoś potrzebujesz możesz pożyczyć coś od Lucy, prawda? - uśmiechnąłem się i popatrzyłem się w jej stronę, na co pokazała mi język i schowała się między Lukiem a Calumem. - Oj grabisz sobie Madison, grabisz. - zaśmiałem się poszedłem do toalety. 

Nie mogłem uwierzyć kogo tam zobaczyłem.. 

- Ja pierdziele! Jack! Co ty tu robisz? - Jack jest moim przyjacielem od piaskownicy, wiem też że Maddie się w nim kocha. 
- Josh.. Kiedy ja ciebie ostatni raz widziałem. - przywitaliśmy się przyjacielskim uściskiem, i wyszliśmy z toalety. - Jesteś sam? - zapytał gdy szliśmy w stronę naszego stolika gdzie siedzieliśmy. 
- Nie, jestem z przyjaciółmi, Maddie i Lucy, choć przedstawię Cię ich. 

- Jack?! Co ty tu robisz?! - Maddie i Lucy powiedział to równocześnie i momentalnie znalazły się przy Jack'u i przytulali się. 
- Was miło też widzieć dziewczyny. Nie wiecie jak za wami tęskniłem.. 

Oczywiście my za tobą też.. 

- Maddie? Możemy na chwilę na stronę? Muszę ci coś ważnego powiedzieć..   

__________________________________________________________

BEZNADZIEJA! UGHHH!!!
NIE WIEM CO TO MA BYĆ!
NIE UMIEM PISAĆ TYCH PIERWSZYCH ROZDZIAŁÓW PISAĆ!
NIE CHCE WAS NIEPOKOIĆ CZY COŚ W TYM STYLU, ALE
KOLEJNY ROZDZIAŁ, NAPRAWDĘ NIE WIEM KIEDY SIĘ POJAWI
GDYŻ, IŻ, PONIEWAŻ MOJA MAMA DOWIEDZIAŁA SIĘ TROCHĘ O MOICH
OCENACH I MUSZE PRZYSIĄŚĆ DO NAUKI.
NA CAŁE SZCZĘŚCIE JESZCZE JEST TELEFON.
MOGĄ BYĆ WTEDY KRÓTKIE ROZDZIAŁY< NO ALE BĘDĄ PRAWDA?
WIĘC DO NASTĘPNEGO! ;))

A WŁASNIE! JOSH'A GRA JC CAYLEN Z O2L








A JEGO PRZYJACIELA JACK'A GRA KIAN LAWLEY TEŻ Z O2L :))

2 komentarze:

  1. Faktycznie widać, że końcówka nie jest najlepsza, ale reszta fajnie:) Zastanawiam się tylko dlaczego nagle Josh jest z Lucy, kiedy jeszcze kilka dni temu umówił się na randkę z jakąś flądrą. Jestem też ciekawa co wyniknie z tego, że Maddie i Luke mają razem pokój ^^
    Nie spiesz się z pisaniem, ja potrafię być cierpliwa:*

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Orbitka Szablonovo