piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 11

- Myślałem.. i to poważnie myślałem... 
- A mogę wiedzieć o czym? 

- O nas.. 

Zaciekawiłeś mnie tą wypowiedzią Hood, sama nie wiedziałam co mam na to powiedzieć.. 
- Okay - powiedziałam sobie w myślach i położyłam się na plecach po czym zaczęłam wpatrywać się w sufit, wyjątkowo był teraz ciekawy. Siedzieliśmy tak długo w tej ciszy do puki, któreś z nas się nie odezwało, a tym niestety albo i nawet stety byłam ja. Nie wiem czemu tak od razu to palnęłam ale byłam z siebie bardzo dumna. 
- Ja też ostatnio dużo zastanawiałam się nad naszą przyjaźnią, cały czas siedzisz w moich myślach i nie wiadomo co z tym zrobić. - położyłam się na brzuchu, a moja twarz zatonęłam momentalnie w poduszce, po czym głośno w nią westchnęłam. Spojrzałam na Caluma, ten tylko się szczerzył nie wiadomo z czego.


Wstaliśmy razem z Calumem, mieliśmy w planach wybrać się na ,,randkę,, tylko ja się upierałam, że to nie żadna randka tylko wyjście z przyjacielem/przyjaciółką, ale cały czas się spieraliśmy. Chciałam, żeby Lucy i Josh poszli z nami, ale Cal mówił, że to jest coś specjalnego dla mnie. Ubrałam się w krótkie szorty, czarną koszulkę Caluma z nadrukiem "Green Day" rozczesałam włosy i wyszłam z pokoju. Nie byłam głodna, więc wyszłam sobie na taras gdzie zastałam Luka. 


- Heej Hemmo. - przywitałam się z nim "przyjacielskim całusem" i usiadłam koło niego na leżaku. - A ty co nie na śniadaniu. - Wzięłam od niego okulary słoneczne i założyłam sobie na nos, Luke tylko zachichotał na moje poczynania na co odpowiedziałam słodkim uśmiechem. 
- Czy ty przypadkiem czegoś ode mnie nie chcesz? - zaczął się do mnie szczerzyć z nie wiadomo jakiego powodu. 
- Nie po prostu cieszę się, że mam takich kochanych przyjaciół jak wy. - rozłożyłam się na leżaku w poczynaniu, że będę mogła się opalać czy coś, ale nagle nad sobą gdzie świeciło mi słońce, otrzymałam cień. Spojrzałam na osobę, która została sprawcą tego i ujrzałam pozostałą trójkę chłopaków, którzy szczerzyli się nie wiadomo z jakiegoś powodu. 

- Czy wy macie wszystkich w domu? - westchnęłam i popatrzyłam na chłopaków, którzy zaczęli skakać jak małe dzieci. - Czy mogę się dowiedzieć o co chodzi? - spojrzałam na nich uniesionymi brwiami, na co od każdego dostałam po całusie w policzek i już ich nie było. 
- Hej! Co się dzisiaj z wami wszystkimi dzieje? - krzyknęłam za nimi zrezygnowana i poszłam do swojego pokoju. Gdy się już w nim pojawiłam, zobaczyłam swojego brata, który zaczął pakować moje ubrania? 
- Josh? Co ty wyprawiasz?! - zapytałam i podeszłam do brata. 
- Wyjeżdżamy! - był wściekły i to jeszcze bardzo, mega mega wściekły. 
- Ale co się stało?! Mogę wiedzieć? - chciałam jak za wszelką cenę dowiedzieć się czegoś od Josh'a, ale tylko pomachał mi paszportem przed twarzą i wyszedł z pokoju. 


Czy ja się dzisiaj dowiem o co tu chodzi?!
Jedni się szczerzą jak jacyś idioci,

a jedni mają focha na cały świat i nie potrafią nic wytłumaczyć!
To się staję chore. 


Leżałam w pokoju i zastanawiałam się o co chodzi z Josh'em czemu się stał taki nagle oschły, niemiły, niestety nie przychodziły mi żadne pomysły. 
Nagle to mojego pokoju wparowała Lucy cała rozpłakana. 
- O cholera! -powiedziałam  sobie cicho w myślach i podeszłam do niej, na co ona przytuliła się do mnie i zaczęła jeszcze bardziej płakać. 
- Czy od ciebie dowiem się czegoś, czy będziesz taka jak Josh i mi nic nie powiesz? - na jego imię zareagowała jeszcze gorszym płaczem. - Czyli to przez tego idiotę.. - przytuliłam ją bardziej, gdy do pomieszczenia wszedł Irwin. 
- O człowieku! Przyszedłeś mi na zbawienie, zajmij się nią a ja muszę załatwić jedną sprawę z moimi braciszkiem. - Irwin wszedł w głąb pokoju i kiwną twierdząco głową, chwilę potem Lucy wypłakiwała się w jego ramię, a Ash pocieszał ją. 


A miało być tak pięknie!
Miały być to wspaniałe wakacje a jakie są?!
Jakieś dziwne. 



- Josh! Co to ma znaczyć?! - wrzasnęłam na niego wiem, że nie powinnam robić tego. Nie widziałam go od trzech lat, a teraz się z nim kłócę i kto wie do czego to doprowadzi? - Możesz powiedzieć co się stało z tobą i Lucy?! - nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. 
- Idź po walizkę, za 30 minut wylatujemy z tego miejsca. - warknął na mnie. 
- Nigdzie nie lecę, zostaję tutaj ze swoimi przyjaciółmi! - również na niego warknęłam, na co jego jego oczy pociemniały, aż za bardzo. - O choinka! Chyba może się to dla mnie źle skończyć. - moje myśli czasami mnie dołują i to strasznie. 
- Dobrze, ale nie myśl, że już mnie kiedyś zobaczysz! Żałuję, naprawdę, że poznałem cię z nimi! To się nigdy nie powinno stać! - krzyknął i dodał - Nie chce cię znać rozumiesz! Ciebie i tej twojej przyjaciółki! - wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami. Do moich oczu naleciały łzy. Nie wieżę.. właśnie mój brat powiedział, że nie chce mnie znać.. 

- Maddie? - Calum, teraz tylko on się liczy dla mnie, nie ważne, że znamy się zaledwie miesiąc. On, chłopaki i Lucy są teraz tylko i  wyłącznie najważniejsi. 
- Calum.. - podeszłam do chłopaka i pocałowałam go w usta.. - Powiedz, ze ty mnie nie zostawisz.. nigdy.. - chłopak na mnie spojrzał, ale za chwilę się otrząsnął i wiedział co się stało. - Obiecujesz? - spojrzałam w jego oczy i nie otrzymałam żadnej odpowiedzi, tylko jego miękkie, ciepłe i słodkie usta. 


Czyli można powiedzieć, że to była jego odpowiedź.



_________________________________


Serdecznie zapraszam na bloga o ASHTONIE i HEMMINGSIE

2 komentarze:

  1. Boże jaka akcja!!! Co ten Joshua postradał zmysły czy cooo?! Proszę mi natychmiast wytłumaczyć o co chodzi, bo umręęęęę
    Supi ten pocałunek

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostałaś nominowana do LA!
    Więcej informacji u mnie na blogu http://oszukanafanfiction.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Orbitka Szablonovo