środa, 29 października 2014
Rozdział 8
Rozdział 8
_________________________________________________________________
- Maddie możemy na słówko?
Chce ci coś powiedzieć.
MADDIE POV'S
Gdy zobaczyłam z kim Josh idzie omal nie spadłam z krzesła. Jack.. nasz przyjaciel z dzieciństwa. Urwał nam się kontakt, gdy Joshua wyjechał do Australii. Przez jakiś czas bylo mi strasznię smutno, nie powiem nie bo jest naprawdę przystojny i w ogóle.. ale czy to co do niego czułam jeszcze gdzies tam w środku jest? Odeszlismy bardziej w ustronne miejsce, czyli na dwór.
- Tak... słucham cie. - Usiedlismy na ławce ktora stała pod wejsciem do restauracji.
- Dobrze wiesz że uwały sie nam kontakty.. - zaczął - Ale .. wiedz, ze to nie bylo żadne zauroczenię tylko naprawdę.. - miałam spuszczoną głowę nie chcialam na niego w tym momencie patrzyć. Jack podnisł moja twarz, ujął ją i mnie pocałował. - Wiem że to jest na 100% miłość do ciebię, a nie do innej osoby. - Nie wiedziałam co mam powiedzieć siedzialam jak ten słupek.. czułam jak moje policzki płonęły, całe zalane byly rumiencami. Co ja mam mu powiedziec? ,,-wybacz ale ja juz kocham kogos innego?,, no ja mu tak nie powiem.. będę sie potem źle z tym czuła.
- Jack.. - nie umialam dobrać słów do tego wszystkiego.
- Nic nie mów. - znów zlaczyl nasze usta, nie odpowiadałam na ten pocałunek, nie będę całować osoby na której mi nie zależy w najmniejszym procencie.
- Maddie? - uszlyszałam za moimi plecami głos Caluma, momentalnie obruciałam sie i widziałam jaką miał minę.
- Calum! - pobiegłam za chlopakiem, ale ten najwidoczniej nie chciał ze mną gadać po tym co widział. Do było dla niego jak i dla mnie za dużo.
- Maddie, coś sie stało? - zapytał z troską w glosie Jack.
- Tak, tak oczywiście.. Jeśli idzesz do naszego stolika to powiedz im, że źle sie czuję i poszlam do swojego pokoju. - Bez żadnych namysleń pobiegłam do pokoju w którym obecnie przebywał Calum. Chciałam wejść do pokoju, ale drzwi były zamknięte.
- Calum.. proszę cię otwórz te drzwi, chce ci wszystko to wytłumaczyć. - nic ni chuja! Zaczęłam pukać ale to nawet nie pomagało. - Calum.. otworz te drzwi! Proszę. - Dalej nic dobijałam sie stak jakieś 5 minut, aż sie w końcu zdeberwowałam.
- Calumie Thomasie Hoodzie! Jeżeli za 3 sekundy nie otworzysz tych walnietych drzwi, możesz mnie już nie zobaczyć. - czemu tego na samym początku nie zastosowałam? Jak błyskawicznie podziałało. Calum siedział na łóżku nie patrząc sie nawet na mnie. Usiadłam koło niego, położyłam swoją rękę na jego ramieniu ale zaraz ją zwalił.
- Calum.. - powoedziałam ściszonym głosem. - To nie jest tak jak sobie to wszystko widzisz.. - nie było mi dane dokończyć, ponieważ przerwał mi.
- Nie, wcalę co ja mam w ogóle sobie myśleć. - Prychnał złośliwie, nie lubie jak ktoś w taki sposób sie do mnie odnosi, ale jemu odpuszcze to.
- Cholera Calum! Chce cie powiedziec coś a ty mi przerywasz! - usiadłam tak by lepiej go widzieć. - Proszę cię zrozum.. to on mnie pocałował nie ja jego.. nie miałam takich zamiarów. - Powiedziałam
- Nie? A jakoś ci sie podobało. - teraz to poczułam sie urażona, moje oczy były zaszklonę ale powstrzymałam sie od łez.
- Wyznał mi to co go gnebiło przez najbliższe 2 lata. Wyznał mi swoją miłość do mnie.. - mówiłam to coraz bardziej łamiącym sie głosem. - Owszem, ja sie w nim kiedyś kochałam.. ale to było kiedyś. - Nie wytrzymałam tych wszystkich emocji i rozplakałam się. Dlaczego zawsze muszę być taka miękka? Calumowi najwyraźniej zrobiło się glupie, lub przykro albo oby dwa powody bo usiadł koło mnie i przytulił. W jego ramionach czułam się strasznie bezpieczna. Cal przysunał mnie bardziej do siebie przez co usiadłam na jego kolanach i teraz moczyłam jego koszulkę swoimi łzami.
- Przepraszam, nie powinienem tak wybuchać.. - wyszeptał i ucałował moje czoło.
- Nie Calum.. nie twoja wina i sie nie obwiniaj.. to jest tylko i wylacznie moja i nikogo wiecej.. - wychlapiłam w jego koszulkę, po czym wtuliłam sie bardziej w jego zagłębieniu między szyją a barkiem.
- Cii.. - zaczął nami lekko kołysać na boki, przez co moje powieki stawały sie co raz bardziej cięższe i cięższe.
- Jestem tym wszystkim zmeczona, Cal. - ułożyłam wygodnie głowę na jego ramieniu i zamknęłam swoje ociezałe powieki. Hood nic nie mówiąc położył mnie na łóżku po czym sam sie położył koło mnie i okrył nas szczelnię kocykiem. Jedyne jeszcze co z tego pamiętałam to, to że zasnelismy do siebie wtuleni.
****
Obudziłam sie jakoś wieczorem, nie wiem która godzina była ale wiem napewno że wieczór bo za oknem było już ciemno. Obejrzałam sie na miejsce obok mnie, było puste. Na mojej twarzy zawitał grymas, nie czekając na żadne oklaski wstałam z łóżka i powędrowałam w stronę drzwi, gdy chciałam złapać za klamkę drzwi otworzyły sie a ja dostałam z nich w głowę.
- Boże, Maddie żyjesz? - to tylko i wylacznie mogł być Calum, on mógłby takie coś zrobić... znaczy po Ashtonie też bym sie tego spodziewała.
- Ałaa.. - złapałam sie z bolacą głowę i zaczęłam się śmiać.
- Nic ci nie jest? Jezus nie chciałem ci tego zrobić! Naprawdę. - Zaczęłam cicho chichotać i spojrzałam na Caluma
- Spokojnie.. - w tym momencie do pokoju weszła załoga z którą Hood ma pokój.
- A co sie tu wyprawia? - zasmiał się Ash.
- No wiecie co, żeby tak na podłodze. -dodał Clifford na co ja sie też dołączyłam.
- No wiesz, Calum mnie zostawił samą w pokoju, ja chciałam wyjść i on wszedł sprzedał mi bombę z drzwi no i tak jakoś wyszło. - Chlopaki śmiali sie jak jakieś dzieci wypuszczonę z oddziału psychiatycznego. - Przypomniało mi się jak mi Lucy sprzedała gąga z patelni prosto w twarz. - Chłopaki zwijali sie już z bólu nie moli wytrzymać. - Sama opuchlizna trzymała jakieś 2 tygodnie, a co dopiero siniak. - Smialismy sie jak idioci i kolejna osoba weszla do pokoju
- A co tu sie wyprawia?
_________________________
Jestem z siebie dumna.. obym tak dalej pisała. Ten rozdział pisałam na pół przytomna ale końcówka mi wyszła bo jak to pisałam to śmiałam sie. Ale no to ten tego..
DO NASTĘPNEGO! ;))
poniedziałek, 27 października 2014
Rozdział 7/2
Rozdział 7/2
______________________________________________________
Już mówię że rozdział jest do bani, bo jak miałam wenę to go nie dokończyłam!
Głupia ja! xcc
Yyymm.. no tak rozdział ma błędy dalej bo został napisany na telefonie ;3 xcc
- Pff.. wszyscy przeciwko mnie, nie no świetnie foch! NIe odzywajcie się do mnie! Proszę mój bilet podać. - dostałam to czego chciałam i już byłam w drodze na odprawę kiedy ktoś złapał mnie za ramie tym moim ktosiem był...
Był to Mike, który dotrzymał mi towarzystwa. Wiem że zawsze mogę na niego liczyć.
- Heej, Mikey! - pomachałam do niego jak małe dziecko, chociaż stał nie całe czy kroki ode mnie. Czy już wam wspomniałam że znowu przefarbował sobie włosy? Ten nasz Mike! Teraz ma zielone.
- No Heeeeej, Maddie. - przeciągną literkę ,,e,, - I co cieszysz się że lecisz na swoje wymarzone wakacje? A wiesz że będziesz miała pokój z Calem i Lukiem? Ale ze mnie idiota! Nie miałem tego mówić! Mike przestań gadać. - automatycznie zaśmiałam się na jego słowa, on i Ash mają strasznie poczucie humoru jak nikt. Śmieją się za pięciu.
- Ooo.. A to nowość. - zaśmiałam się i sprzedałam mu kuksańca w ramię, na co zrobił grymas i złapał się za miejsce w które go walnęłam, udawał że go to bolało. - Oj no Michael, nie przesadzaj już tak. Choć już do samolotu. -
Usiadłam sobie można by powiedzieć, że na końcu. Nie wiem co. Nie wiem kiedy, ale zasnęłam jeszcze przed wylotem z Londynu.. No może się porządnie wyśpię, w końcu to 5 godzin lotu.
Czy ja umarłam czy co?
Czuję się tak jakoś inaczej..
Maddie, jak ty mogłaś pomyśleć że umarłaś... To jest mój sen.. no tak!
Teraz dopiero zauważyłam, że przed mną stoi domek.. nie za duży nie za mały domek.
Widzę 2 dzieci biegających po ogrodzie, bawiące się w berka..
Świerze powietrze.. nie takie jak z miasta.. te wszystkie spaliny.. tylko woń tych wszystkich kwiatów..
Zapach drzew..
Oraz ten przecudowny widok..
A wszystko to jest moje i tylko moje..
Dzieci krzyczące wołają do mnie mamo..
(czy to ja w przyszłości tak?)
Tylko mi czegoś brakuje..
Skoro są dzieci, ten piękny dom.. to ja chyba też.. a raczej muszę mieć męża..
Chodząc tak po tym ogrodzie, i rozmyślając na tym wszystkim, ktoś zakrył mi oczy..
Gdy się obróciłam zobacz..
- Maddie, obudź się.. - powiedział do mnie znany mi głos. Otworzyłam oczy ze złością w nich i popatrzyłam na mojego sprawcę który mnie wybudził z mojego najlepszego snu.
- Calum! - wycedziłam przez zęby. - Ty idioto, właśnie miałam się dowiedzieć kto został moim mężem, a ty mi w tym wszystkim przeszkodziłeś! Jak mogłeś! Nie wiesz, że nie budzi się ludzi jak śpią czy co?! - powiedziałam i wyciągnęłam z mojej torebki mojego białego iphona, wzięłam słuchawki i włączyłam muzykę nie słuchając na poważania Caluma. Ale i tak się na niego nie można długo gniewać.
- Przepraszam.. nie powinnam.. - popatrzyłam na niego i przytuliłam go.
- Nie to ja nie powinienem, gdybym.. - nie dokończył bo mu przerwałam.
- Nie to moja wina i koniec.. i właśnie będziemy zaraz lądować. - spojrzałam za okno i pierwsze co mi się rzuciło w oczy to tylko i wyłącznie te przepiękne widoki!.
- Ahh.. jak tu cudownie.. - odarłam się wygodnie na fotelu i teraz tylko czekałam na to aż wylądujemy. Stewardessa powiedziała coś tam o zapięciu pasów itp. bla, bla, bla. Ja już chce wysiadać!
- Hej! Wy macie walizki, a gdzie są moje bagaże?! - byłam strasznie zła.. - Nigdzie do jasnej cholery nie ma moich walizek! Josh idź do obsługi bagażowej i powiedz że nie ma moich walizek!
- Boże Maddie... to są twoje walizki i ty powinnaś iść sobie to załatwić, a nie ja za ciebie. - westchnął. - Dalej chodź idziemy. - ociągnął mnie i poszliśmy to tej całej obsługi.
Coś czuję że to będą nie udane wakacje..
- A więc tak, Ja i Lucy mamy razem pokój, Ash, Mike i Calum razem, a niestety Maddie i Luke razem. - Gdy to usłyszałam na mojej twarzy automatycznie pojawił się uśmiech. - Luke.. - westchną i zabawnie się zaśmiał. - Tylko że po jakimś tygodniu, albo dwóch nie chce słyszeć że moja siostra jest w ciąży. - wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, ale ja chwilę potem myślałam w czym będę spała. - Proszę tu macie klucze wszyscy i widzimy się za 15 min w restauracji na dole. - dodał Joshua i razem z Lucy zniknęli za jednymi z drzwi hotelowych, ja nie patrząc na nikogo zrobiłam to samo. Gdy weszłam do tego pokoju rzuciło mi się w oczy to że nie mamy osobno łóżek, tylko razem.
Gruba akcja i to bardzo..
JOSH POV'S
- No to jak wam się podoba na Hawajach? Co prawda jesteśmy tu niecałe pół godziny, ale dla mnie jest wspaniale. - powiedziałem i zajrzałem w menu restauracji, chciałem zjeść jakąś pizze, albo coś w tym stylu, ale Maddie mówi że mam się zdrowo odżywiać.. więc..
- Lucy co bierzemy? - wreszcie jesteśmy razem! Nie macie pojęcia jak czekałem na ten dzień! Jestem wręcz w niebo wzięty.
- Mam ochotę zjeść krewetki, więc ja wezmę tygrysie krewetki. - uśmiechnęła się do mnie u ucałowała mój policzek.
- Naprawdę? Krewetki.. ? No dobra. - spojrzałem na moją siostrę, która od naszego przyjazdu jest naburmuszona jak nie wiem co, tak to jest jak chciało się szybko być w samolocie.
- Maddie, kochana uśmiechnij się. Nie ma się co martwić, kupisz sobie jakieś nowe ciuchy i po kłopocie, a jak już koniecznie czegoś potrzebujesz możesz pożyczyć coś od Lucy, prawda? - uśmiechnąłem się i popatrzyłem się w jej stronę, na co pokazała mi język i schowała się między Lukiem a Calumem. - Oj grabisz sobie Madison, grabisz. - zaśmiałem się poszedłem do toalety.
Nie mogłem uwierzyć kogo tam zobaczyłem..
- Ja pierdziele! Jack! Co ty tu robisz? - Jack jest moim przyjacielem od piaskownicy, wiem też że Maddie się w nim kocha.
- Josh.. Kiedy ja ciebie ostatni raz widziałem. - przywitaliśmy się przyjacielskim uściskiem, i wyszliśmy z toalety. - Jesteś sam? - zapytał gdy szliśmy w stronę naszego stolika gdzie siedzieliśmy.
- Nie, jestem z przyjaciółmi, Maddie i Lucy, choć przedstawię Cię ich.
- Jack?! Co ty tu robisz?! - Maddie i Lucy powiedział to równocześnie i momentalnie znalazły się przy Jack'u i przytulali się.
- Was miło też widzieć dziewczyny. Nie wiecie jak za wami tęskniłem..
Oczywiście my za tobą też..
- Maddie? Możemy na chwilę na stronę? Muszę ci coś ważnego powiedzieć..
__________________________________________________________
BEZNADZIEJA! UGHHH!!!
NIE WIEM CO TO MA BYĆ!
NIE UMIEM PISAĆ TYCH PIERWSZYCH ROZDZIAŁÓW PISAĆ!
NIE CHCE WAS NIEPOKOIĆ CZY COŚ W TYM STYLU, ALE
KOLEJNY ROZDZIAŁ, NAPRAWDĘ NIE WIEM KIEDY SIĘ POJAWI
GDYŻ, IŻ, PONIEWAŻ MOJA MAMA DOWIEDZIAŁA SIĘ TROCHĘ O MOICH
OCENACH I MUSZE PRZYSIĄŚĆ DO NAUKI.
NA CAŁE SZCZĘŚCIE JESZCZE JEST TELEFON.
MOGĄ BYĆ WTEDY KRÓTKIE ROZDZIAŁY< NO ALE BĘDĄ PRAWDA?
WIĘC DO NASTĘPNEGO! ;))
A WŁASNIE! JOSH'A GRA JC CAYLEN Z O2L
A JEGO PRZYJACIELA JACK'A GRA KIAN LAWLEY TEŻ Z O2L :))
niedziela, 26 października 2014
Rozdział 7/1
Rozdział 7/1
______________________________________________________
Już z góry uprzedzam, że jak gdzieś będą błędy to mi naprawdę wybaczcie, bo pisałam ten rozdział na pół przytomna.
+ dziękuje za komentarze które zostawiacie pod rozdziałem ;*
MADDIE POV'S
Zamknęłam się w swoim pokoju i to co tam zobaczyłam odebrało mi mowę..
Zobaczyłam Luka, rozwalonego na moim łóżku który tak smacznie spał, że aż żal było go obudzić. Ale czy on przypadkiem nie ma swojego tym czasowego pokoju na spanie?? Nie czekając na jakieś oklaski lub tym podobne, podeszłam do swojego biurka i włączyłam swojego laptopa. Na marne było mi kładzenie się spać na półtora godziny, a może nawet mniej. Weszłam na facebook'a, i pierwsze co mi się rzuciło w oczy to moja skrzynka nie odebranych wiadomości było ich aż 5..
- Wow, ktoś mnie kocha czy co? - zadałam sobie sama do siebie to pytanie. Wiadomości dostałam od Lucy, która napisała do mnie, że będzie na nas czekać na lotnisku, kolejna była od jakiejś dziewczyny która napisała czy polubię jej stronę, a kolejne 3 od jakiś znajomych których tak naprawdę nie znam. Nie dane było mi przeglądać portal bo zaraz poczułam jak ktoś zakrywa mi oczy.
- Nie jestem małym dzieckiem i nie bawię się już w takie gierki, Josh. - byłam święcie przekonana, że to był jednak Josh, ale niestety to nie był Josh. Poczułam zapach perfum które nie należały do mojego braciszka, te natomiast były bardzo intensywne.
- A dlaczego pomyślałaś, że to Josh? - znany mi od kilku dni głos owinął się wokół mojego ucha, na co zareagowałam dreszczem.. ale nie takim jakimś obrzydzenia, niechęci czy może strachu, to było strasznie przyjemne.
- Wybacz.. byłam święcie przekonana, że to Josh. On często lubił się bawić w takie rzeczy więc pomyślałam że to on.. - zamknęłam oczy gdy poczułam usta na mojej szyi.
- Teraz będziesz wiedziała, że ja też lubię bawić się w takie rzeczy.. - Luke zaczął przygryzać moją szyję pozostawiając na niej tak zwane malinki.. Jest mi trochę niezręcznie, a zarazem przyjemnie. Dlaczego niezręcznie? Otóż moi drodzy, ja nie wiem co do niego czuję tak samo jest z Calum'em. Obydwaj są dla mnie cholernie ważni, i gdyby coś im się stało nie wybaczyła bym sobie tego, ale nie mogę powiedzieć że ich kocham... znaczy kocham ale.. ugh.. Maddie opanuj się i mów do rzeczy.. Spojrzałam na zegarek w komputerze i dobiero teraz spostrzegła się, że niedługo będziemy wyjeżdżać na lotnisko.
- Luke.. - nie chciałam psuć takiej chwili, to było dla mnie coś..
- Hmm.. - zamruczał, było to takie seksowne.. MADDIE OPANUJ SIĘ!
- Nie chce nic mówić.. - przerwał mi i dodał - To lepiej nie mów. - uśmiechnął się i ucałował mój policzek.
- Nie chodzi mi o to że jest już po północy, a my niedługo wylatujemy i lepiej żebyśmy się uszykowali trochę. - odwróciłam się do niego twarzą i spojrzałam w jego oczy i zaczęłam w nic tonąć. Luke nic nie odpowiedział tylko pokiwał głową, uśmiechną się przez co ukazał swoje przecudowne i magiczne dołeczki w których nie jedna jego fanka się zakochała. Wylogowałam się z fb, i poszłam ubrać się do łazienki w świeże ciuchy. Zabrałam to co miałam zabrać,czyli swoje czarne getry do tego bluzka z trzy-czwartym rękawem, która miała słodką myszkę miki narysowaną, oraz całe czarne vans'y.
- Czy wszyscy już są gotowi? Za 5 minut wyjeżdżamy! - Właśnie wyszłam z łazienki i zakładałam buty gdy dostałam telefon od Lucy.
- No hej kochana. - odebrałam telefon przytrzymując go ramieniem. - Mam nadzieje, że się nie rozmyśliłaś co do wyjazdu? -zapytałam, co jak co ale uwierzcie moja przyjaciółka jest tak walnięta, że mogła by takie coś zrobić.
- Nie no skąd że! Ja tu już na was czekam jakieś 20 minut a was jeszcze nie ma?! Co to ma znaczyć?! - zaśmiała się. - I to niby się rozmyśliłam?.
- Za 5 minut wyjeżdżamy Lucy, nie masz się o co martwić. - usłyszałam z dołu jakieś krzyki.
- Madison, przed wyjazdem miałaś jeszcze coś zjeść, a ty nic nie zjadłaś. - To był Josh, tylko on potrafi wkurzać tak człowieka.
- Lucy muszę kończyć bo ktoś tu na mnie krzyczy! - ostatnie słowa wypowiedziałam głośno, żeby co PONIEKTÓRZY mogli usłyszeć. - wzięłam swoją walizkę, kosmetyczkę, torebkę po czym zeszłam na dół i wszystko postawiłam przy wyjściu. Pokierowałam się do kuchni gdzie wszyscy siedzieli tylko nie ja, i popijali sobie kawę. Też chciało mi się pić kawy więc najbliższą osobą której mogłam porwać kawę był Irwin.
- Hej! To jest moja kawa. - powiedział robiąc grymas na swojej twarzy, lecz zaraz wybuchnął śmiechem. Wzięłam dwa łyki kawy i oddałam przyjacielowi kubek z zawartością ciemnej cieczy.
- Jak za chwilę nie przestaniecie się gapić na mój tyłek, to chyba nie wiem co wam zrobię. - warknęłam na czwórkę przyjaciół brata, momentalnie wszyscy zaczęli się zbierać do wyjścia a ja z Josh'em przybiliśmy sobie piętkę i wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
- Hahahahahahha... ja pierdziele ale to było śmieszne.. bo za chwilkę się posiusiam. - powiedział Clifford na co wszyscy zaczęli się śmiać jak jacyś opętani. A tak w ogóle to z czego ha, bo nie wiem co w tym takie śmiesznego było. - zapytał unosząc zagadkowo brwi.
- Oj Clifford, Clifford. - poklepałam go po ramieniu i się uśmiechnęłam.
- No wreszcie jesteście! Ile można na was czekać? - Lucy przywitała się z każdym przytulasem i buziakiem w policzek, tylko z Josh'em było coś nie tak bo zamiast w policzek pocałowali się w usta.
- Uuuu.. - chłopaki zaczęli im klaskać, natomiast ja zrobiła dziwaczną minę na to.
- Czy ja do jasnej anielki muszę dowiadywać się wszystkiego na końcu?! Dlaczego o niczym nie wiem?! - zapytałam zła, ale zaraz moja złość zniknęła i zawitała radość.
- Nie musisz moja droga wszystkiego wiedzieć, bo potem za dużo paplasz, prawda Lucy. - powiedział Joshua krótko całując Lucy w usta, ta natomiast pokiwała niepewnie głową na tak.
- Pff.. wszyscy przeciwko mnie, nie no świetnie foch! NIe odzywajcie się do mnie! Proszę mój bilet podać. - dostałam to czego chciałam i już byłam w drodze na odprawę kiedy ktoś złapał mnie za ramie tym moim ktosiem był....
____________________________________________
TO JEST PIERWSZA CZĘŚĆ TEGO ROZDZIAŁU. ROZDZIAŁ JEST PODZIELONY NA 2 CZĘŚCI.
KOLEJNY JUŻ JUTRO :))
piątek, 24 października 2014
Rozdział 6
ROZDZIAŁ 6
_________________________________________________________________
CALUM POV'S
- Cal, nie załamuj się tak. Jeszcze będzie okazja. - Josh. Tsa... - Ale czy ja się załamuje? O czym ty mi tutaj pierdolisz?! Co słucham?! - Cal
- Nie mów słucham, bo cię wyrucham. - zaśmiał się Ash
- O ktoś tutaj ma humor ze samego rana, Irwin! Zazwyczaj siedzisz przymulony i nie wiesz co się dookoła ciebie dzieje! - Cal. poszedłem do salonu na telewizor, nie miałem najmniejszej ochoty na nic. Teraz tylko ja i moja kochana victoria's secret. Nie zajęło mi nawet obejrzenie telewizora 10 min a już usłyszałem śmiechy dobiegające z kuchni i głos Maddie. Nie pójdę tam przecież ... a z resztą tam, tak czy tak oglądałem dalej wybieg.
LUKE POV'S
- Hej chłopaki, gdzie jest Calum, bo jak widzę tylko jego tutaj brakuje. - Luke- Ymm.. tak jak by się obraził, a za drugim razem to poszedł oglądać swoje wybiegi mody, więc nie radzę mu przeszkadzać. - Ash
- Powiadasz? - lubię go strasznie denerwować gdy to ogląda, mimo tego że wyłącza się od nas to i tak orientuję się co dookoła jego się dzieje. - Czyli idziemy go po wkurzać? - zaśmialiśmy się i poszliśmy do salonu gdzie znajdował się Calum.
- Ops.. chyba go nie podenerwujesz bo zasnął. - Maddie przykryła go kocem i ucałowała jego policzek. Hej! zaraz, zaraz, zaraz! Czemu ona to zrobiła? poczułem jakieś dziwne ukucie w klatce piersiowej.. nie to nie może być prawdą.. a może jednak?
- Chodźcie, nie będziemy mu przeszkadzać. - Josh
-Tsa. - prychnąłem i powędrowałem do swojego pokoju, szczerze mówiąc jestem zmęczony jest godzina 12 popołudniu a ja jestem zmęczony, no wiecie jak byście wstali o 9 rano to równie dobrze byli byście zmęczeni.
Tak więc powędrowałem do swojego tym czasowego ,,pokoju,, by odpocząć po zakupach Maddie. Położyłem się wygodnie na łóżku okryłem się kocykiem i już zasypiałem kiedy ktoś wszedł bez pukania do pokoju
Wybuchnąłem;
- Nie chce wam nic mówić, ale człowiek może też być śpiący i po jedno to się puka! - Oczywiście dopiero teraz spostrzegłem się kto do mnie przyszedł.. Maddie, już nie jestem zły. - A to ty.. zrobiło mi się trochę głupio.. niezręczna chwila.. taka no wiecie..
- Wybacz nie wiedziałam, że jesteś śpiący.. chciałam tylko... a już nic. - Przez chwilę na jej twarzy można było widzieć zakłopotanie co zakryła sztucznym uśmiechem.
- Maddie, nie cygań mnie tutaj i mów co się dzieje. - powiedziałem i położyłem się na prawy bok by ją lepiej widzieć.
- Nie nic się nie dzieje.. po prostu nie było ciebie na dole. - ostatnie słowa były wypowiedziane szeptem pawie nie zrozumiane, ale nie dla mnie.
- Oh, Maddie choć. - odkryłem kocyk i poklepałem miejsce obok mnie, zawahała się ale przyszła, przykryła się szczelnie kocykiem i przytuliła się do mnie przez co zrobiłem to samo i zasnąłem, nawet nie wiem kiedy.
Poczułem jak coś lub może ktoś robi z moimi włosami, otworzyłem leniwie oczy i zobaczyłem Maddie bawiącą się moimi włosami.
- Co ty robisz. - spojrzałem na nią z głupkowatym uśmiechem na co odpowiedziała mi tym samym.
- Układam ci włosy, bo miałeś kompletny nieład i no, tak po za tym teraz ci jest o wiele lepiej. Muszę przyznać, że nawet całkiem całkiem mi to wyszło. Będę tobie układać włosy codziennie. - Hmm.. Powiedzmy że się nad tym zastanowię, czy będziesz mogła. - razem parsknęliśmy śmiechem i nagle ktoś wszedł do pokoju.
- Nie chce wam nic mówić, ale jest już obiad i jeśli nie chcecie mieć wszystkiego zjedzonego to się po zbieście... To ja może wam nie przeszkadzam.. - Josh
- Nie no z kąt, i tak mieliśmy już iść prawda, Luke? - Maddie
- Tak, tak, jeszcze trzeba się spakować.. Serio musimy jutro już lecieć nie możemy za tydzień? Dopiero co tutaj przylecieliśmy? - zapytałem zrezygnowany, ale taka prawda dopiero co poukładałem rzeczy do szafek i znów się pakować. To mnie wykańcza.
- Nie plumkej Luke, tylko mi tutaj nie plumkej. - zaśmiał się Josh.
- A sam sobie nie plumkaj. - rzuciłem w niego poduszką na co ona zareagował groźnym jak on to nazywa spojrzeniem, a Maddie śmiała się ja głupia.
- Luke, ty brzdącu! Mam cię nauczyć że dla starszych się ma szacunek?! - i tak zaczęła się bijatyka na poduchy.
- No to smacznego! - powiedziałem i zacząłem jeść spaghetti które zrobił .. znaczy zrobili chłopaki. - Ale jeszcze zanim to zjem.. Czy nie otruje się tym? - zapytałem z powagą a Maddie która miała całą buzię wypchaną tym czym co oni przygotowali udusiła by się.
- Ręce do góry! - Ash który siedział koło niej, poklepał ją po plecach.
- Luke! Chcesz mnie udusić czy co?! - Zaśmiała się - A i chłopaki, nie słuchajcie Luka spaghetti jest bardzo pyszne. - Uśmiechnęła się pocieszająco do nas.
MADDIE POV'S
Po zjedzonym obiedzie, poszłam jak zawsze położyć się w salonie na kanapie. Nie zajęło mi długo moje odpoczywanie, ponieważ pan Calum Hood zwalił mnie z kanapy a sam się położył na niej. - Hej! Ja tu była pierwsza, złaś! - chciałam go zwalić, ale jakoś mi to nie wychodziło. Muszę jeszcze dużo mleka wypić i jeść dużo nabiału to kto wiem, może wtedy wygram z Hood'em.
- Nie da ci się mnie tak łato zwalić. - prychnął na mnie! on na mnie prychną! - Właśnie przed sobą masz rzeźbę i powinnaś się z tego cieszyć, a nie na mnie być obrażona. - zaśmiał się jak jaki gwałciciel.
- Ale wiesz to, kanapa jest wielka bo sama ją wybierałam, żebyśmy z Josh'em mogli się na niej pomieścić, więc rusz tą swoją dupę i mi się posuń. - Tak jak powiedziałam tak też Hoodie zrobił. Nie czułam się jakoś niezręcznie jest dla mnie jak najlepszy przyjaciel.
Leżałam tak i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
- Hahahaah, jak oni słodko śpią! - słyszałam kogoś chichoty i mogłam się domyślić że to był nie kto inny jak sama Lucy. - Daj telefon szybko, puki się jeszcze nie obudzili! - zarechotała jak jakaś żaba. - No jakie słooooodkie! Wrzucimy na instagrama i będzie git! - momentalnie się podniosłam do pozycji siedzącej i wtedy Calum położył się tak że spadła z kanapy.. ponownie! A Lucy jak to Lucy zaczęła się śmiać jak jakaś głupia, dopiero teraz z orientowałam się że wszyscy na nas gapili się jak na jaką wystawę w muzeum.
No cholera! Nie jestem jakimś odkryciem, albo człowiekiem z jakiejś tam epoki!
- A wy co? Nigdy ludzi nie widzieliście? - wstałam wyminęłam ich i poszłam się pakować na nasze wakacje. Nie mam pojęcia o której oni chcą wylatywać ale wiem że na pewno wcześnie. Wyciągnęłam moją duuużą walizkę, chyba największą i zaczęłam pakować najpierw jakieś ciepłe bluzy, następnie bluzki, piżamę, spodnie, do tego buty i no i oczywiście swój strój kąpielowy. Trochę mi to zajęło czasu bo było już grubo po 20.
Zeszłam na dół, miałam wielką ochotę na spacer i tak też zrobiłam. Założyłam swoje całe czarne vans'y i zarzuciłam na ramiona swój sweterek który kupił mi kiedyś Josh, co jak co ale gust to on ma. Gdy chciałam wychodzić napotkałam się na Calum'a.
- A ty gdzie się wybierasz? - Zadał swoje bezsensowne pytanie.
- Idę się przejść, możesz się dołączyć nie obrażę się. - Calum kiwną głową na tak i razem wyszliśmy z domu. Gdy wyszliśmy z domu, buchło ciepłem prosto w moją twarz
Aż żal było nie wychodzić na dwór w taką pogodę...
Spacerowaliśmy już jakieś dobre 3 godziny i nic nam się nie znudziło to chodzenie. Cały czas się śmialiśmy, wygłupialiśmy jak małe dzieci a ludzie którzy przechodzili obok nas patrzyli na nas jak na jakiś idiotów.
- Hahaha.. Calum ... już mnie brzuch przez ciebie boli... proszę przestań.. - właśnie w tym momencie dostałam telefon od Josh'a. - To Josh.
- Tak słucham cię braciszku? - zapytałam i cichutko zachichotałam
- Maddie?! Gdzie ty jesteś?! Dostaje tutaj już siódmego zmysłu! - najwyraźniej nikogo nie było w o=domu jak wychodziliśmy.
- Ja? Ja jestem w parku mój drogi. - szłam razem z Calum'em i zaczęłam kopać sobie kamyszki jak małe dziecko.
- Jak to? O tej porze sama?! Czyś ty już do reszty zgłupiała.. rozumiem jak byś posz..
- Ale ja nie jestem sama, tylko z Calum'em i nie bój się i tak za jakąś kolejną godzinę powinnyśmy być w domu bo jesteśmy po drugiej stronie parku. - i się rozłączyłam.
- Już się zaczynają o ciebie martwić? - zaśmiał się lekko Cal - Może odpoczniemy na ławce? - pokiwałam twierdząco głową i udaliśmy się na najbliższą ławkę która była niedaleko nas. Strasznie polubiłam Calum'a tak samo jak Luka, nie powiem też że nie lubie Mike'a czy Ash'a bo oni na prawdę są wspaniali,
lecz do Calum'a i Luka jakoś bardziej mnie przyciąga.. ale tak .. inaczej
- Calum, jak myślisz.. Lucy i Josh będą razem. - siedzieliśmy w ciszy, moja głowa spoczywała na ramieniu Cala, a jego ręka na moim ramieniu.
- Wiesz.. trudno mi to teraz powiedzieć.. ale widać jak na siebie patrzą.. może.. - Cal
- Wiesz może będziemy się już powoli zbierać bo o 2.30 mamy samolot a jest już.. - spojrzałam na ekran swojego białego iphona. - 23.39.. O cholreka! Ale się zasiedzieliśmy, a przed nami długa droga, no chyba że chcesz jechać taksówką? - Maddie
- Lepiej taksówką, jeszcze muszę się spakować a mam wszystkie ciuchy rozpakowane i poukładanie w szafkach, i wziąć kąpiel. - Tak tak ja też muszę skorzystać z tego.
- Dziękujemy bardzo. - zapłaciłam taksówkarzowi i weszliśmy do domu pierwsze co to dostałam z Cal'em ochrzan od Josh'a.
- Boże! Czy wy naprawdę macie coś z głowami. - w tym momencie popukał nas po naszych głowach. - Ja tutaj dostaje białej gorączki, a wy sobie wychodzicie na jakieś spacery?. - Josh
- Joshua! Uspokój się, bo zachowujesz się gorzej jak dziewczyna która ma okres. - zaśmiałam się wraz z Calum'em. - A może ty nie jesteś chłopakiem.. tylko dziewczyną w postaci chłopaka.. - nie mogliśmy się przestać śmiać, długo mi to nie zajęło bo zaczęłam uciekać po schodach przed nimi. Zamknęłam się w swoim pokoju i to co tam zobaczyłam odebrało mi mowę..
czwartek, 2 października 2014
Rozdzial 5
ROZDZIAŁ 5
_________________________________________________________________________________
MADDIE POV'S
Mina Josh'a mówiła sama za siebie, a wszyscy się szczerzyli jak nie wiem co, tylko Ashton się śmiał.
- Z czego rżysz? Siano widzisz czy masz konia w rodzinie? - podniosłam pytającą brew do góry i czekałam na odpowiedź.
- Wiesz, nie mam w rodzinie żadnego konia, ani nigdzie nie widzę żadnego siana, ale jak przebywasz z Josh'em to tak masz. - Dobra rozumiem mój brat jest śmieszny i nieraz potrafi komuś zajść za skórę, ale to przecież Josh go już się nie da zmienić.
- Josh... no wiesz nie widziałam jak ma to ci powiedzieć... - Lucy wybuchła niepohamowanym śmiechem na co ja tak samo zareagowałam, przez co mała Sophie'a obudziła się.
- Cii.. - zaczęłam bujać wózkiem, żeby się uspokoiła ale jakoś to nie wychodziło. - No widzisz spłoszyłeś mi dziecko - zaśmiałam się.
- Nie a tak naprawdę to kogo jest to dziecko, Maddie? - Josh
- No na pewno nie moje! - Maddie - To jest rodzeństwo naszej Lucy!! - wyszczerzyłam się i spojrzałam na Lucy.
- WOW! Serio?! I ty możesz się wyspać jak one płaczą i no wiesz ... - Ashton
- Nie jest tak źle .. - Lucy - Nie miałam rodzeństwa, za to teraz mam.
- Oki doki, o ile się orientuję to są bliźniaki, tak? - Josh. (trudno nie zauważyć braciszki - czujecie ten sarkazm?) Trochę się dziwnie czułam bo spojrzenie Luka i Caluma padło na mnie, czy ja byłam gdzieś brudna?? czy źle się umalowałam?! co do choery.. ?
- Tak, u Maddie jest Sophie'a, a ja mam Harr'ego. - Lucy
- Ash, ty masz brata Harr'ego prawda?? - Mike. O właśnie czy już wam wspomniałam że ma nowy kolor włosów? Teraz ma czerwone.
- Przypadek? Nie sądzę! - Ash śmiesznie poruszał brwiami co mnie i resztę rozśmieszyło.
- Tej! A ty z czego rżysz? Siano widzisz czy konia masz w rodzinie? - Ash
- Mam konia, który stoi koło ciebie - Maddie
Tak nam minął cały dzień w miłej atmosferze, pod wieczór odstawiliśmy dzieciaki do domu a same z Lucy poszłyśmy do mnie.
***
To ja idę chłopaki zrobić herbatę! - krzyknęłam i udałam się do kuchni. Z szafki wyciągnęłam 7 kubków i do każdego wrzuciłam saszetkę herbaty ,,Lipton,, wstawiłam również wodę i czekałam. Usiadłam sobie na blacie i machałam nogami jak małe dziecko, kiedy do kuchni wszedł niezauważalnie Luke.
- O hejka Luke! - wyszczerzyłam się do niego, a on to odwzajemnił.
- A witam, witam Maddie. - muszę przyznać że ma strasznie seksowny uśmiech! Ugh.. Maddie o czym ty myślisz! - Co tam? - dodał po chwili ciszy.
- A no wiesz, nic nudy takie tam. - właśnie zagotowała się woda, co oznaczało tylko jedno, żeby dokończyć herbatę.
- Pomożesz mi? - wzięłam jedną tackę, a Luke wziął drugą.
LUKE POV'S
Czy ja wam wspomniałem że ona jest najseksowniejszą dziewczyną na świecie?
Te jej taneczne że prawie ruchy, i oczywiście jest zgrabny tyłek! Weszliśmy do salonu a Lucy rozmawiała zawzięcie z chłopakami.
- O czym tak plotkujecie, jak jakieś stare baby. - zaśmiała się Maddie
- Mamy plany.. - Lucy
- A możemy chociaż wiedzieć jakie? Nie lubię się dowiadywać tego wszystkiego na sam koniec, dobrze wiecie że tego nie lubię. - usiadłem na kanapie pomiędzy Maddie a Lucy.
- Ponieważ z chłopakami wymyśliliśmy żeby jechać na wakacje, i chce żebyśmy i pojechali do Chorwacji, a chłopaki chcą jechać na Hawaje! - Lucy była zmęczona tym tematem było to po niej widać.
- OMG! JOSHHH!!!! Jedziemy na Hawaje!! - Maddie - Jejka!! Jak już mamy gdzieś jechać na wakacje to tylko i wyłącznie na Hawaje!. - dodała.
- No widzisz Lucy, jeszcze tylko Luke musi powiedzieć swoją wypowiedź. - Calum
- A mi to tam wszystko obojętne, ważne żeby spędzić te wakacje jak najlepiej.
- Czyli jesteś przegłosowana, Lucy. Jedziemy na Hawaje! - Josh
- A możemy wiedzieć kiedy dokładnie?! Musze wiedzieć bo trzeba kupić strój kąpielowy, jakieś nowe ciuchy, nowe buty i wgl! - Maddie
- Za 2 dni. - co tak szybko? w sumie to nawet dobrze.
- OMG! Lucy jedziemy jutro do centrum i pomożesz mi kupić strój? Proszę. - Maddie
- Przykro mi Maddie, ale ja już jestem umówiona z Joshem, Michaelem oraz Calumem na zakupy związane z wylotem itp, możesz wziąć Luka prawda Luke? - pokiwałem energidznie głową na tak. - No widzisz, na pewno ci doradzi jak najlepiej.
- Mam taką nadzieję. Przesiedzieliśmy jeszcze tak do godziny 23, potem rozeszliśmy się do ,,swoich,, tymczasowych pokoi, mój znajdował się naprzeciwko Maddie, a reszty miała na dole.
***
MADDIE POV'S
Rano jak najwcześniej tylko wstałam i popędziłam do łazienki zrobić tak zwaną ,,poranną toaletkę,, szybko się ubrałam, zrobiłam lekki makijaż i założyłam swoje okulary korekcyjne. Zeszłam na dół i zrobiłam śniadanie dla siebie i Luka. Zjadłam swoją porcję i popędziłam do pokoju w którym spał Luke. Weszłam jak najciszej tylko mogłam i usiadłam na krawędzi jego łóżka i zaczęłam mu szeptać na ucho.
- Hej Luke, wiem że to grzech budzić ciebie o tak wczesnej porze. Ale jeśli chcesz mnie zobaczyć w stroju kąpielowym o ruszaj swoje dupsko w troki i jedziemy. - Otworzył swoje zaspane oczy i popatrzył na mnie zaspanym wzrokiem. - Masz 5 minut na ogarnięcie się i zejście na dół. - uśmiechnęłam się ucałowałam jego policzek. Czekam w salonie. - wyszłam z pokoju i pognałam na dół zrobić herbatę o której zapomniałam.
Tak jak powiedziałam Lukowi tak on też zrobił, zasiadł do stołu i zaczął jeść śniadanie przygotowane przez ze mnie.
- Czemu mnie budzisz w nocy?
- Jak w nocy? przecież jest 9 rano. -
- No właśnie 9 rano, to jest dla mnie jeszcze noc. - jego zachrypnięty głos był strasznie seksowny.
- Oj no już dobra, ale chce iść do najlepszego sklepu w mieście gdzie są najładniejsze stroje kąpielowe, ponieważ mają oni dzisiaj dostawę, a potem jak bym pojechała to były by te najgorsze.
- Gdzie tam, na pewno w każdym wyglądasz wspaniale. - Luke
- O Hemmings, Hemmings słodzisz! - Luke zjadł śniadanie i pojechaliśmy na nasze zakupy. Coś myślę że chłopaki i Lucy zrobili to specjalnie, żeby Luke jechał ze mną. Coś mi jest tutaj podejrzane. Po jakiś 15 minutach znaleźliśmy się w centrum Luke zaparkował moim BMW który dostałam od rodziców, niezłe cacko ale często się psuje. Trza kupić nowe. Wyszliśmy ze samochodu i Luke zaczął naszą konwersację.
- A ty od kiedy nosisz okulary?? No wiesz pierwszy raz ciebie widzę w okularach, jak Josh nam pokazywał ciebie to nie miałaś okularów. - w jego głosie można było usłyszeć zdziwienie.
- Od niedawna. - uśmiechnęłam się do niego i pojechaliśmy w stronę centrum handlowego. Nie wiem czy dobrze zrobiłam zabierając ze sobą Luka.. no wiecie wyjść przed nim w samym stroju i pokazać się? No wiecie tak jak by pół naga.. jakoś to będzie.
***
- No to może ten? - właśnie weszliśmy do najlepszego sklepu w którym są najładniejsze stroje kąpielowe, biustonosze, majtki itp.
- Nie Luke, nie wezmę różowego! - zaśmiałam się - w nich wyglądam okropnie!
- Oj no daj spokój, no to może ten?? - Luke
- Czemu ja go nie dojrzałam pierwsza? - wzięłam go od Hemmingsa i poszłąm z nim do przymierzalni. - I jak dobry jest czy szukamy innego? - Luke
- Jest wspaniały! - odsłoniłam zasłonkę przymierzalni i wciągnęłam Hemmo do środka. - I jak? - obróciłam się dookoła niego i stanęłam przed lustrem.
- Wyglądasz przecudownie, nawet nie wiesz co bym chciał z tobą zrobić... - Luke przytulił się do mnie od tyłu, swoje ręce owinął wokół moich bioder, a głowę położył na ramieniu. Mogłam tak stać do śmierci, w jego ramionach czułam się taka bezpieczna.
- Nie, wiesz. Lepiej żebyś nie mówił do końca. - zaśmiałam się cicho i popatrzyłam na nasze odbicie w lustrze. - Luke.. - powiedziałam lekko się z nim kołysząc.
- Hmm.. - Luke
- Muszę się ubrać, bierzemy ten. - Luke tylko pokiwał głową i wyszedł z przymierzalni.
***
- No to co Maddie teraz idziemy na kawę? - pokiwałam głową na tak i ruszyliśmy w stronę Starbucks.
- Nawet nie wiem jak się ciesze że ze mną przyszedłeś tutaj. - pięknie Maddie, nic głupszego nie mogłaś powiedzieć, zarumieniłam się na słowa, i to jeszcze jak aż Luke się zaśmiał swoim słodkim śmiechem
- Jasne, jasne.. Ja wszystko wiem. Przed mną nic się nie da ukryć. - Luke
- To idziemy na tą kawę czy będziemy tutaj gadać o nie wiadomo o czym?
- No oczywiście że idziemy. - teraz tylko towarzyszyłam nam cisza, ale nie jakaś niezręczna dla nas, wręcz przeciwnie wspaniała. Zastanawiam się nad jedną sprawą dotyczącą Caluma. Gdy przesiaduje więcej czasu z Lukiem, albo gdy rozmawiamy i śmiejemy się, Cal zachowuje się jak małe dziecko które nie dostało wymarzonej zabawki albo lizaka. Okeey.. dziwne..
***
CALUM POV'S
Obudziłem się jakoś po 11, nie wiem czemu ale miałem jakieś dziwne odczucie, że Maddie nie ma w domu. Widzę jak patrzy na Luka, wiem że nie ma u niej szans no ale co ja na to poradzę?! Moja wina że się w niej zakochałem?!
- Dobra, Calum ogarnij się i wstań. - mówił mów głos w mojej głowie. No wiec wstałem, wziąłem swoje rzeczy i poszedłem do łazienki ubrać się, gdy już to wszystko zrobiłem zszedłem na dół by zobaczyć czy ktoś już wstał.
- Hej hej, wszystkim. - powiedziałem gdy znalazłem się już w kuchni, oczywiście kogo nie było? Maddie i Luka.
- Hej. - odpowiedzieli wszyscy chórem.
- Maddie nie ma? - zapytałem z ciekawości
- Nie poszła przecież z Lukiem kupić sobie ,,strój kąpielowy,, - Josh. - O kurwa! I to on musiał z nią iść?! Co za kuwa załamka.
_________________________________________________________________________________
STRASZNE OPÓŹNIENIE WIEM!!!!!!
PRZEEEEEEEEEEEEEEEPRASZAM!!!
NO WIEC WIDZICIE CO Z TEGO WYNIKA, PO KROCZKU JAKOŚ TAK.
TSA... CO JA MÓWIĘ, JESZCZE SIĘ NIC TAKIEGO NIE STAŁO..
ALE STANIE SIĘ, LECZ JA NIE WIEM JESZCZE CO ;//
NO ALE ... NIE WIEM KIEDY DODAM KOLEJNY ROZDZIAŁ ;//
PESZEK
ALE DO ZOBACZENIA
_________________________________________________________________________________
MADDIE POV'S
Mina Josh'a mówiła sama za siebie, a wszyscy się szczerzyli jak nie wiem co, tylko Ashton się śmiał. - Z czego rżysz? Siano widzisz czy masz konia w rodzinie? - podniosłam pytającą brew do góry i czekałam na odpowiedź.
- Wiesz, nie mam w rodzinie żadnego konia, ani nigdzie nie widzę żadnego siana, ale jak przebywasz z Josh'em to tak masz. - Dobra rozumiem mój brat jest śmieszny i nieraz potrafi komuś zajść za skórę, ale to przecież Josh go już się nie da zmienić.
- Josh... no wiesz nie widziałam jak ma to ci powiedzieć... - Lucy wybuchła niepohamowanym śmiechem na co ja tak samo zareagowałam, przez co mała Sophie'a obudziła się.
- Cii.. - zaczęłam bujać wózkiem, żeby się uspokoiła ale jakoś to nie wychodziło. - No widzisz spłoszyłeś mi dziecko - zaśmiałam się.
- Nie a tak naprawdę to kogo jest to dziecko, Maddie? - Josh
- No na pewno nie moje! - Maddie - To jest rodzeństwo naszej Lucy!! - wyszczerzyłam się i spojrzałam na Lucy.
- WOW! Serio?! I ty możesz się wyspać jak one płaczą i no wiesz ... - Ashton
- Nie jest tak źle .. - Lucy - Nie miałam rodzeństwa, za to teraz mam.
- Oki doki, o ile się orientuję to są bliźniaki, tak? - Josh. (trudno nie zauważyć braciszki - czujecie ten sarkazm?) Trochę się dziwnie czułam bo spojrzenie Luka i Caluma padło na mnie, czy ja byłam gdzieś brudna?? czy źle się umalowałam?! co do choery.. ?
- Tak, u Maddie jest Sophie'a, a ja mam Harr'ego. - Lucy
- Ash, ty masz brata Harr'ego prawda?? - Mike. O właśnie czy już wam wspomniałam że ma nowy kolor włosów? Teraz ma czerwone.
- Przypadek? Nie sądzę! - Ash śmiesznie poruszał brwiami co mnie i resztę rozśmieszyło.
- Tej! A ty z czego rżysz? Siano widzisz czy konia masz w rodzinie? - Ash
- Mam konia, który stoi koło ciebie - Maddie
Tak nam minął cały dzień w miłej atmosferze, pod wieczór odstawiliśmy dzieciaki do domu a same z Lucy poszłyśmy do mnie.
***
To ja idę chłopaki zrobić herbatę! - krzyknęłam i udałam się do kuchni. Z szafki wyciągnęłam 7 kubków i do każdego wrzuciłam saszetkę herbaty ,,Lipton,, wstawiłam również wodę i czekałam. Usiadłam sobie na blacie i machałam nogami jak małe dziecko, kiedy do kuchni wszedł niezauważalnie Luke.
- O hejka Luke! - wyszczerzyłam się do niego, a on to odwzajemnił.
- A witam, witam Maddie. - muszę przyznać że ma strasznie seksowny uśmiech! Ugh.. Maddie o czym ty myślisz! - Co tam? - dodał po chwili ciszy.
- A no wiesz, nic nudy takie tam. - właśnie zagotowała się woda, co oznaczało tylko jedno, żeby dokończyć herbatę.
- Pomożesz mi? - wzięłam jedną tackę, a Luke wziął drugą.
LUKE POV'S
Czy ja wam wspomniałem że ona jest najseksowniejszą dziewczyną na świecie? Te jej taneczne że prawie ruchy, i oczywiście jest zgrabny tyłek! Weszliśmy do salonu a Lucy rozmawiała zawzięcie z chłopakami.
- O czym tak plotkujecie, jak jakieś stare baby. - zaśmiała się Maddie
- Mamy plany.. - Lucy
- A możemy chociaż wiedzieć jakie? Nie lubię się dowiadywać tego wszystkiego na sam koniec, dobrze wiecie że tego nie lubię. - usiadłem na kanapie pomiędzy Maddie a Lucy.
- Ponieważ z chłopakami wymyśliliśmy żeby jechać na wakacje, i chce żebyśmy i pojechali do Chorwacji, a chłopaki chcą jechać na Hawaje! - Lucy była zmęczona tym tematem było to po niej widać.
- OMG! JOSHHH!!!! Jedziemy na Hawaje!! - Maddie - Jejka!! Jak już mamy gdzieś jechać na wakacje to tylko i wyłącznie na Hawaje!. - dodała.
- No widzisz Lucy, jeszcze tylko Luke musi powiedzieć swoją wypowiedź. - Calum
- A mi to tam wszystko obojętne, ważne żeby spędzić te wakacje jak najlepiej.
- Czyli jesteś przegłosowana, Lucy. Jedziemy na Hawaje! - Josh
- A możemy wiedzieć kiedy dokładnie?! Musze wiedzieć bo trzeba kupić strój kąpielowy, jakieś nowe ciuchy, nowe buty i wgl! - Maddie
- Za 2 dni. - co tak szybko? w sumie to nawet dobrze.
- OMG! Lucy jedziemy jutro do centrum i pomożesz mi kupić strój? Proszę. - Maddie
- Przykro mi Maddie, ale ja już jestem umówiona z Joshem, Michaelem oraz Calumem na zakupy związane z wylotem itp, możesz wziąć Luka prawda Luke? - pokiwałem energidznie głową na tak. - No widzisz, na pewno ci doradzi jak najlepiej.
- Mam taką nadzieję. Przesiedzieliśmy jeszcze tak do godziny 23, potem rozeszliśmy się do ,,swoich,, tymczasowych pokoi, mój znajdował się naprzeciwko Maddie, a reszty miała na dole.
***
MADDIE POV'S
Rano jak najwcześniej tylko wstałam i popędziłam do łazienki zrobić tak zwaną ,,poranną toaletkę,, szybko się ubrałam, zrobiłam lekki makijaż i założyłam swoje okulary korekcyjne. Zeszłam na dół i zrobiłam śniadanie dla siebie i Luka. Zjadłam swoją porcję i popędziłam do pokoju w którym spał Luke. Weszłam jak najciszej tylko mogłam i usiadłam na krawędzi jego łóżka i zaczęłam mu szeptać na ucho. - Hej Luke, wiem że to grzech budzić ciebie o tak wczesnej porze. Ale jeśli chcesz mnie zobaczyć w stroju kąpielowym o ruszaj swoje dupsko w troki i jedziemy. - Otworzył swoje zaspane oczy i popatrzył na mnie zaspanym wzrokiem. - Masz 5 minut na ogarnięcie się i zejście na dół. - uśmiechnęłam się ucałowałam jego policzek. Czekam w salonie. - wyszłam z pokoju i pognałam na dół zrobić herbatę o której zapomniałam.
Tak jak powiedziałam Lukowi tak on też zrobił, zasiadł do stołu i zaczął jeść śniadanie przygotowane przez ze mnie.
- Czemu mnie budzisz w nocy?
- Jak w nocy? przecież jest 9 rano. -
- No właśnie 9 rano, to jest dla mnie jeszcze noc. - jego zachrypnięty głos był strasznie seksowny.
- Oj no już dobra, ale chce iść do najlepszego sklepu w mieście gdzie są najładniejsze stroje kąpielowe, ponieważ mają oni dzisiaj dostawę, a potem jak bym pojechała to były by te najgorsze.
- Gdzie tam, na pewno w każdym wyglądasz wspaniale. - Luke
- O Hemmings, Hemmings słodzisz! - Luke zjadł śniadanie i pojechaliśmy na nasze zakupy. Coś myślę że chłopaki i Lucy zrobili to specjalnie, żeby Luke jechał ze mną. Coś mi jest tutaj podejrzane. Po jakiś 15 minutach znaleźliśmy się w centrum Luke zaparkował moim BMW który dostałam od rodziców, niezłe cacko ale często się psuje. Trza kupić nowe. Wyszliśmy ze samochodu i Luke zaczął naszą konwersację.
- A ty od kiedy nosisz okulary?? No wiesz pierwszy raz ciebie widzę w okularach, jak Josh nam pokazywał ciebie to nie miałaś okularów. - w jego głosie można było usłyszeć zdziwienie.
- Od niedawna. - uśmiechnęłam się do niego i pojechaliśmy w stronę centrum handlowego. Nie wiem czy dobrze zrobiłam zabierając ze sobą Luka.. no wiecie wyjść przed nim w samym stroju i pokazać się? No wiecie tak jak by pół naga.. jakoś to będzie.
***
- No to może ten? - właśnie weszliśmy do najlepszego sklepu w którym są najładniejsze stroje kąpielowe, biustonosze, majtki itp.
- Nie Luke, nie wezmę różowego! - zaśmiałam się - w nich wyglądam okropnie!
- Oj no daj spokój, no to może ten?? - Luke
- Czemu ja go nie dojrzałam pierwsza? - wzięłam go od Hemmingsa i poszłąm z nim do przymierzalni. - I jak dobry jest czy szukamy innego? - Luke
- Jest wspaniały! - odsłoniłam zasłonkę przymierzalni i wciągnęłam Hemmo do środka. - I jak? - obróciłam się dookoła niego i stanęłam przed lustrem.
- Wyglądasz przecudownie, nawet nie wiesz co bym chciał z tobą zrobić... - Luke przytulił się do mnie od tyłu, swoje ręce owinął wokół moich bioder, a głowę położył na ramieniu. Mogłam tak stać do śmierci, w jego ramionach czułam się taka bezpieczna.
- Nie, wiesz. Lepiej żebyś nie mówił do końca. - zaśmiałam się cicho i popatrzyłam na nasze odbicie w lustrze. - Luke.. - powiedziałam lekko się z nim kołysząc.
- Hmm.. - Luke
- Muszę się ubrać, bierzemy ten. - Luke tylko pokiwał głową i wyszedł z przymierzalni.
***
- No to co Maddie teraz idziemy na kawę? - pokiwałam głową na tak i ruszyliśmy w stronę Starbucks.
- Nawet nie wiem jak się ciesze że ze mną przyszedłeś tutaj. - pięknie Maddie, nic głupszego nie mogłaś powiedzieć, zarumieniłam się na słowa, i to jeszcze jak aż Luke się zaśmiał swoim słodkim śmiechem
- Jasne, jasne.. Ja wszystko wiem. Przed mną nic się nie da ukryć. - Luke
- To idziemy na tą kawę czy będziemy tutaj gadać o nie wiadomo o czym?
- No oczywiście że idziemy. - teraz tylko towarzyszyłam nam cisza, ale nie jakaś niezręczna dla nas, wręcz przeciwnie wspaniała. Zastanawiam się nad jedną sprawą dotyczącą Caluma. Gdy przesiaduje więcej czasu z Lukiem, albo gdy rozmawiamy i śmiejemy się, Cal zachowuje się jak małe dziecko które nie dostało wymarzonej zabawki albo lizaka. Okeey.. dziwne..
***
CALUM POV'S
Obudziłem się jakoś po 11, nie wiem czemu ale miałem jakieś dziwne odczucie, że Maddie nie ma w domu. Widzę jak patrzy na Luka, wiem że nie ma u niej szans no ale co ja na to poradzę?! Moja wina że się w niej zakochałem?! - Dobra, Calum ogarnij się i wstań. - mówił mów głos w mojej głowie. No wiec wstałem, wziąłem swoje rzeczy i poszedłem do łazienki ubrać się, gdy już to wszystko zrobiłem zszedłem na dół by zobaczyć czy ktoś już wstał.
- Hej hej, wszystkim. - powiedziałem gdy znalazłem się już w kuchni, oczywiście kogo nie było? Maddie i Luka.
- Hej. - odpowiedzieli wszyscy chórem.
- Maddie nie ma? - zapytałem z ciekawości
- Nie poszła przecież z Lukiem kupić sobie ,,strój kąpielowy,, - Josh. - O kurwa! I to on musiał z nią iść?! Co za kuwa załamka.
_________________________________________________________________________________
STRASZNE OPÓŹNIENIE WIEM!!!!!!PRZEEEEEEEEEEEEEEEPRASZAM!!!
NO WIEC WIDZICIE CO Z TEGO WYNIKA, PO KROCZKU JAKOŚ TAK.
TSA... CO JA MÓWIĘ, JESZCZE SIĘ NIC TAKIEGO NIE STAŁO..
ALE STANIE SIĘ, LECZ JA NIE WIEM JESZCZE CO ;//
NO ALE ... NIE WIEM KIEDY DODAM KOLEJNY ROZDZIAŁ ;//
PESZEK
ALE DO ZOBACZENIA
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


